niedziela, 20 września 2015

Rozdział (10)

Mark 2


               Ludzie zawsze kojarzyli mi się z bólem. Bo to oni zadają ból słowami i czynami, nieraz stokroć większy niż fizyczny. Sprawiają, że powoli zaczynasz im ufać, dajesz całego siebie, przywiązujesz się, kochasz. A potem nagle odchodzą. Mają różne wytłumaczenia, których ja zwykłem nie słuchać, bo to kolejne kłamstwa wymyślone, tylko po to aby ukryć znudzenie się moją osobą. Nigdy w końcu nie byłem jakoś bardzo rozrywkowy. Wolałem raczej usunąć się na bok i spokojnie spoglądać na życie. Dlatego ludzie nie byli zainteresowani zadawaniem się ze mną. To bolało. Nie czułem się gorszy, a może byłem...
               Każde odejście człowieka boli tak samo. Każde odejście boki zupełnie inaczej. Gorzkie łzy, które spływały po mojej twarzy też za każdym razem były inne i wyrażały coś innego, a mimo wszystko były takie same. Wyrażały tęsknotę i ból, czasem nawet zażenowanie, bo jak ja mogłem dać się tak oszukać, osobie, która bez żadnych skrupułów, odeszła. Jak?
               Całe moje życie było usłane takimi ludźmi, którzy pojawiali. Wierzyłem, że coś zmienią, zostaną na dłużej, być może staną się dla mnie kimś bliższym, ale za każdym razem spotykało mnie to samo rozczarowanie. A przecież tak się starałem, byłem zawsze blisko, chętny do pomocy...
               Tylko, że tym ludziom nie wystarczyły moje dobre chęci.

.••••.

               Od pewnego czasu Jackson zachowuje się bardzo dziwnie, mało ze mną rozmawia, za to często spotyka się z BamBam'em. Nie jestem oczywiście zazdrosny, bo ufam mu bezgranicznie, tylko to dla mnie dosć bolesne. Za każdym razem kiedy pytam co się dzieje, ten odpowiada jakoś wymijająco, albo zwyczajnie i bezwstydnie zmienia temat. W końcu nie wytrzymałem i krzyknąłem mu prosto w twarz, że jeśli nadal będzie się tak zachowywał, to nie będą się do niego odzywać. To dość nietypowe zachowanie jak na mnie, zwykle po prostu siedzę cicho i czekam jak sprawa potoczy się dalej.
               Moje ciało reaguje lekkim drgnięciem, kiedy słyszę otwierające się drzwi tuż za moimi plecami. Pomyślałem, że leżenie w łóżku to dobry sposób na uspokojenie się, ale to sprawiło, że jestem po prostu bardziej smutny.
- Mark, BamBam zaprosił nas do siebie na wieczór, wiesz że u niego jest chyba najbezpieczniej. - proponuje mi wyście i to do osoby, przez którą cały czas mnie ignorował.- Wiem, że ostatnio spędzałem z tobą mało czasu, ale dziś ci to wynagrodzę, obiecuję!
               Chciałbym być na niego zły, postawić się i powiedzieć, że może sobie sam do niego iść skoro ostatnimi czasy było im tak dobrze beze mnie. Zamiast tego podnoszę się powoli, wyplątując swoje ciało z pościeli i przytulam się do niego mocno. Tak bardzo boję się, że go stracę, to moja jedyna miłość.
- Kocham cię. - te słowa chyba wystarczą mu jako odpowiedź.

.••••.

               Jesteśmy w drodze do domu naszego przyjaciela, od samego początku tej krótkiej wędrówki panuje pomiędzy nami niewygodna cisza, której wcale nie chce przerywać, przynajmniej tak pokaże mu, że nadal jestem trochę zły. Może faktycznie Jackson był dla mnie za dobry i trochę rozpieścił mnie swoim towarzystwem... Sam nie wiem. Chyba po prostu już przyzwyczaiłem się, że zawsze jest obok i dlatego zadziałało to na mnie tak mocno. Gdybyśmy nie spędzali razem każdego dnia, być może byłby inaczej i teraz nie targałby mną takie negatywne emocje, które ciężko jest mi pohamować.
- Jesteśmy na miejscu. - głos Jacksona zbyt gwałtowanie wyrywa mnie z mojego świata i sprawił, że trochę się przestraszyłem, ale przecież nie dam tego po sobie poznać.
- Wiem. - być może jestem dla niego za szorstki, to nasz pierwsza „kłótnia” a on pewnie nawet nie wie jak mnie przeprosić, nigdy nie musiał...
               Kiedy udajemy się stromymi schodami na odpowiednie piętro starszy chłopak oznajmia mi, że BamBam będzie nieco później, więc dał mu klucze. Dziwi mnie to trochę, bo po co nas niby zapraszał, skoro nie ma czasu, ale cóż... Nigdy go nie rozumiałem. Jackson dość długą chwilę mocuje się z zamkiem i denerwuje się przy tym, jak to on. Nigdy nie był zbyt cierpliwy...
               Chłopak, w końcu otwiera drzwi a ja zamieram w bezruchu zdziwiony. Oni... Zrobili to wszystko dla mnie?
- Wszystkiego Najlepszego! - mówią chórem, a ja czuję jak moje oczy wypełniają się łzami szczęścia, tak bardzo kocham moich przyjaciół...
- Dzi-Dziękuję. - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
               Byłem zły na Jacksona... To nie sprawiedliwe, on zorganizował dla mnie to przyjęcie, mimo wojny, mimo trudności i naszego pochodzenia, a ja jeszcze miałem czelność się złościć. On jest najcudowniejszym chłopakiem jakiego mogłem sobie wymarzyć. Jest moją największą życiową wygraną. Tak bardzo go kocham. Możecie mi wypominać, ze nadużywam tych słów, ale to nie prawda, on zrobił dla mnie tyle, że jestem mu winny chociaż miłość.
- Przepraszam. - mówię mojemu ukochanemu na ucho i wtulam się mocno w jego klatkę piersiową. - Dziękuję za to wszystko. Wybaczysz mi to jak się ostatnio zachowywałem? - głos drży mi kiedy to mówię, bo boję się trochę jego odpowiedzi.
- Jesteś moim aniołkiem, oczywiście, że ci wybaczam. Kocham cię, i tak właściwie wcale nie przeszkadzała mi twoja złość. Przynajmniej wiem, że tobie też mnie brakowało.
               Po chwili wszyscy siadamy w wielkim salonie BamBam'a i zaczynamy rozmawiać. Wszyscy składają mi oczywiście życzenia i śpiewają piosenkę urodzinową. To wszystko jest dla mnie ogromnie przytłaczające, bo nie przywykłem do czegoś takiego, ale daje mi też niesamowitą radość. Największe zdziwienie przychodzi jednak kiedy Jackson mówi, że ma dla mnie prezent. Na prawdę niczego więcej oprócz tego cudownego spotkania się nie spodziewałem. Jak ja mu się za te wszystkie cudowności odwdzięczę?
- Mark. - oznajmia niepewnie jak gdyby bał się tego co się wydarzy. - Chciałbym cię o coś zapytać. - jego słowa sprawiają, że moje serce zaczyna bić w jakimś okropnym rekordowym tempie. To co mówi może oznaczać dwie rzeczy, dobrą albo złą. Chłopak klęka przede mną, a ja nie mogę oddychać, czuję jakby cały świat dookoła przestał istnieć. To takie nieprawdopodobne. - Kocham cię. I wiem, że nie możemy się pobrać, ale to nie znaczy, że nie możesz być moim narzeczonym. Jesteś najlepszym co dostałem od życia. Tak więc... Mark, chcesz zostać ze mną do końca naszych dni?
               Serce jakby przestaje bić w moim ciele. Oddech nie dla mnie znaczenia, nic nie ma dla mnie znaczenia w tym momencie. Spełniło się moje największe marzenie. Stało się coś dzięki czemu już nigdy nie będę sam. Już nigdy nie będę musiał bać się, że ktoś mnie zostawi.
- Tak. - mój szept jest nawet cichszy niż zwykle, ale chłopak dokładnie go słyszy.
               Zwykle wstydzę się okazywać jakoś bardziej odważnie uczucia przy ludziach, ale w tej chwili liczy się tylko on. Najważniejsza osoba w moim życiu. Mój skarb. Który teraz całuje mnie mocno, co sprawia, że rumieniec śmiało wkracza na całą moją bladą twarz.
               Już po chwili na moim palcu dumnie połyskuje złota, cienka obrączka.
.••••.

               Boję się utraty ludzi, którzy mnie otaczają. Boję się, że któregoś dnia obudzę się i nikogo już przymnie nie będzie. Dlatego dar, który dostałem od Jacksona, to najlepsze co mogłem kiedykolwiek dostać. To jak wygrana na loterii, której nigdy się nie spodziewałem

Wspominałem już, że go kocham?

--------------------------------------------------------

*nuci "złote obrączki" 
Ekhem! Dziękuję za tyle wejść pod ostatnim postem jesteście niesamowici, było ich aż 110 ♥
Dajcie znać jak się wam ten cukierkowy rozdział podoba!

niedziela, 13 września 2015

Rozdział (9)

JongJae 2


                 Pamiętam ten okropny szok, niedowierzanie i w końcu ogromny ból, kiedy dowiedziałem się o śmierci rodziców w obozie. Przez pierwszy tydzień żyłem jak we mgle, która za nic nie chciała się przerzedzić, zresztą chyba tego nie chciałem. Codziennie rano wstawałem i wykonywałem swoje obowiązki przez cały dzień jak gdyby nic się nie wydarzyło, jakby ciągle byli przy mnie, ale ich już nie było.
                 Kiedy w pełni odzyskałem jasność życia, było jeszcze gorzej, bo nie czułem już nic prócz bólu, i to nie w jednym miejscu. Był to ból, który błądził po moim ciele.
                 Lubię porównywać moje życie do piosenki, która zaczęła się bardzo spojenie, dzieciństwem, podczas którego nie działo się raczej nic spektakularnego, byłem po prostu przeciętnie szczęśliwym dzieckiem. Potem jest czas smutnej melodii wygrywanej na rozstrojonym fortepianie. Wojna, rodzice, wszystko wydarzyło się tak szybko, musiałem stać się dorosły i odpowiedzialny szybciej niż planowałem. No i koniec, koniec szczęśliwy, nie jakiś skoczny, i do tańca, ale lekka nuta, która sprawia, że na twarzy słuchającego pojawia się nikły uśmiech.
                 Ta ostatnia część to oczywiście zasługa tylko i wyłącznie przyjaciół, którzy są ze mną pomimo wszystko, pomagają mi nieraz mimo, że tego nie chce, uważam, że pomoc nie jest mi potrzebna.

.••••.

- Jae... - o nie... zabiję kiedyś Marka za to na co mnie skazał mnie na mieszkanie pod jednym dachem z moją miłością, nie żeby mi się nie podobało, ale to męczące, bo nie mogę nic z tym zrobić. - Jestem głodny.
- Już wstaję - wzdycham i mocniej wtulam się w poduszkę... jest taka ciepła.
                 On byłby cieplejszy i wygodniejszy, ale cóż... Nie mogę z nim być on jest taki niewinny, młody, jak brat, brat, w którym jestem na zabój zakochany i nie pozwolę aby ktoś zrobił mu krzywdę, a już w szczególności nie pozwolę na to sobie.
                 Po chwili wydaje mi się, że młodszy już wyszedł z pokoju i mam chwilę dla siebie, ale byłoby zbyt pięknie prawda? Czuję ciało chłopaka, które przez kołdrę przylega do mnie szczelnie i mocno przytula. Musze przyznać, że to najcudowniejsze uczucie jakie przeżyłem. Bliskość i bezpieczeństwo, to za razem przytłaczające i cudowne. Chyba zapomniałem jak się oddycha.
- Hyuuung. - mówi Yeom wprost do mojego ucha prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakie emocje o u mnie wywołuje. - Dziękuję, że tak mi pomagasz, jesteś najlepszy.
                 Mam wrażenie, jakby jego uścisk, stał się nawet silniejszy niż wcześniej. Ta błogość i szczęście działają na mnie z taka siłą, że już po chwili czuję się śpiący jeszcze bardziej niż wcześniej. Chciałbym móc już zawsze obok niego zasypiać. Czuć słodki zapach, silne jak na jego wygląd ramiona, słuchać jego oddechu jak życiodajnej melodii, zarezerwowanej tylko dla mojego serca.
- Dla ciebie wszystko – mój na wpół śpiący umysł nie pozwala mi racjonalnie myśleć przez co mówię te słowa, na które normalnie pewnie bym się nie odważył.

.••••.

                 Czuje się taki wyspany. Chyba pierwszy raz odkąd pamiętam nie czuję się wyczerpany i niechętny do życia. Tylko...
                 Otwieram powoli oczy i spoglądam w dół. Na mojej klatce piersiowej śpi najcudowniejszy i najpiękniejszy człowiek jakiego dane mi było oglądać. Czuję się trochę zdenerwowany, ale zaraz przypominam sobie jak on się tu znalazł dziękuję w myślach bogu za tę okazję do podziwiania go i bycia blisko, do tego nie muszę się o nic bać bo on śpi i nie stanie się żadna niezręczna sytuacja. To zdecydowanie mój ulubiony poranek, a raczej popołudnie, bo chyba pospaliśmy trochę za długo.
                 Dopiero burczenie brzucha chłopaka przypomina mi, że rano wspomniał coś o głodzie. Odsuwam się, więc od niego niechętnie i delikatnie a później udaję się do kuchni, aby zrobić jakieś obiado-śniadanie. Decyduję się na sałatkę i kawę, bo w lodówce nie ma cudów, a kawa świetnie nas obudzi. Jak dobrze, że obydwoje mamy dziś wolne.
                 Starając się nie myśleć więcej o chłopaku, bo to dość niebezpieczne, kiedy wykonuje się jakąś pracę. Zabieram się za krojenie warzyw i robienie kanapek do sałatki. Kiedy wszystko jest już gotowe, a na stole ustawiony jest półmisek z jedzeniem postanawiam obudzić chłopaka. Nie mogę pozbyć się myśli o tym, że chciałbym codziennie go tak budzić, robić mu śniadania i patrzeć jak niesamowicie słodko śpi.
                 Niczym dziecko obejmuje poduszkę, na jego twarzy widoczny jest delikatny uśmiech i promienie słońca igrają na niej delikatnie wpadając przez okno. Roztrzepane po poduszce kasztanowe włosy wyglądają tak cudownie, że mam ochotę podejść i go po nich pogłaskać. Akurat tej przyjemności nie muszę sobie odmawiać. Prawda?
                 Na palcach niczym kot podchodzę do rozwalonego na łóżku chłopaka i głaszcząc jego włosy proszę cicho aby wstał, bo zrobiłem śniadanie. Już po niedługiej chwili mogę rozkoszować się jego pięknym zaspanym spojrzeniem i ciemnymi oczyma, skupionymi tylko na mnie. Mogłoby być tak zawsze.

.••••.
                 Wspomniałem kiedyś, że kocham spotkania, ze znajomymi? Odwołuję to. To znaczy kocham ich i jestem ogromnie za wszystko wdzięczny, tylko, że... Oni nam teraz ciągle dogryzają, zawłaszcza Yeomowi, który nawet za bardzo nie wie dlaczego,a to irytuje mnie najbardziej.
- Nie złość się już tak, to tylko zabawa. - mówi w końcu JoonJin widząc jaki naburmuszony jestem przez to co mówi reszta towarzystwa.
- Ale boję się, że przez to wszystko on może się zorientować. - szepczę, upewniając się wcześniej, ze on na pewno tego nie słyszy.
- Spokojnie, myślę, że nawet jeśli się zorientuje nic takiego złego się nie wydarzy.
                 Jasne łatwo jej powiedzieć zawsze była taka odważna.

.••••.

                 Możecie myśleć, że jestem głupi, przez to że nie chce zaryzykować, ale to nie jest takie proste, nawet jeśli będę pewny, że moje uczucie nie wyrządzi żadnych szkód, nie powiem mu o nim. Dlaczego? Ze strachu, nadal bowiem pamiętam moją pierwszą miłość. Byłem wtedy bardzo odważny i postanowiłem być mądrzejszy niż moi koledzy, postanowiłem powiedzieć tej dziewczynie, że ją kocham. I pomimo lat, które już upłynęły nadal czuje tę rysę, którą ona zostawiła na moim sercu swoją reakcją.

                 Była na mnie wściekła za to, że się w niej zakochałem, to wydarzenie dosłownie zniszczyło mój sposób patrzenia na świat. Wtedy był ona bardzo prosty, po prostu robiłem to co kochałem i co wydawało mi się dobre. Teraz każde swoje słowo, gest analizuję, aby być pewnym, że nie popełnię takiego błędu jak wtedy. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``

No i mamy drugi "dział". Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakieś komentarze <3

Obserwatorzy