Od
początku wiedzieliśmy, że nie możemy się przyjaźnić, ba, nie
powinniśmy się nawet nigdy nie poznać. Los jednak zadecydował
inaczej. Do końca roku 1949 było ciężko, spotykaliśmy się
potajemnie, gdzieś w piwnicach, lub na zupełnych odludziach, to
jednak dało się znieść. Przynajmniej mieliśmy jakikolwiek
kontakt. Nadaliśmy sobie pseudonimy, tak było o wiele łatwiej.
Problem
zaczął się po 1950, rozpoczęła się wojna koreańska. Część z
nas broniła demokracji i wolności, tak jak zawsze chcieliśmy,
niestety, Mark i Jackson, którzy pochodzili z Chin zostali zmuszeni
przez swój kraj do poparcia komunistycznej części Korei, przez co
ta urosła w siłę. To były najgorsze lata naszego życia, a
przecież miało być jeszcze gorzej.
W
tym dzienniku opiszemy wam naszą historię, chwilami smutną ale
mającą swoje wesołe momenty. Będziemy opowiadać o naszej
miłości, przyjaźni i smutku.
.○○○○.
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym opowiadaniu, zapraszam do zakładki: No Name, bo taką własnie nazwę ono nosi.
N a r e s z c i e wracasz do blogsfery, moja roga Niuto.
OdpowiedzUsuńI tak, będę się do Ciebie zwracać pseudonimem, bo jesteśmy w internetach. ;)
Ogólnie to moje klimaty, bo wojna i w ogóle tak, że no. Będę czytać, chociaż nie interesuję się GOT7, eh.
Zapowiada się ciekawie! Mam nadzieję, że pierwszy rozdział pojawi się już wkrótce! :D
OdpowiedzUsuńWeny życzę ;)
Bardzo fajna zapowiedź opowiadania :)
OdpowiedzUsuńPiszę się na to by czytać na bieżąco. :)
Zapowiada się interesująco. Ciekawi mnie od dawna Korea Północna jak i czasy wojny koreańskiej także cieszę się, że znalazłam fanfik o takiej tematyce. W dodatku z GOT7, więc w ogóle cudo. Masz u mnie stałego czytelnika. Jeśli mogę zrobić reklamę (taką malutką) to zapraszam Cię na mojego bloga. Ostatnio wrzuciłam prolog do nowego opowiadania i będę wdzięczna za wszelką pozostawioną opinię. Miłego dnia życzę ^^
OdpowiedzUsuńhttp://mykoreanlifee.blogspot.com/