Bycie
zwykłym szarym człowiekiem jest złe? Bo ludzie ciągle mówią, że
nie można być takim jak inni, trzeba być sobą. A co to znaczy być
sobą? Nie mam pojęcia. Mój problem polega na tym, że jestem
zwykły, nawet w obecnych niespokojnych czasach nie wyróżniam się
zbytnio. Moi rodzice żyją i jak na razie nie grozi im
niebezpieczeństwo, chociaż to nigdy nie jest pewne. Pracuje
codziennie po kilka godzin. Mam nawet cholernego psa, który zabiera
mi jedzenie, mimo, że samemu ciężko mi przeżyć.
Nie
ma we mnie nic niezwykłego oprócz ludzi, którymi się otaczam, oni
zdecydowanie są niezwykli. Dlatego pewnie nawet nie pomyśleli o
mnie kiedy wpadli na pomysł z pisaniem pamiętników. A kiedy
powiedziałem im o moich wątpliwościach powiedzieli mi jedno.
„Twoje zwykłe życie, jest teraz niezwykłe”. Chyba mieli
rację...
.○○○○.
Budzi
mnie wycie syren policyjnych na jednej z sąsiednich ulic. Co jak co,
ale ten dźwięk zawsze wzbudzał we mnie niepokój. Kiedy sygnał
mija na powrót zamykam oczy bo jest jeszcze wcześnie a dzisiaj
próby w teatrze zaczynają się później. Jednak strach, który
wzburzył się we mnie nie zdążył jeszcze opaść co znaczy, że i
tak nie usnę. Otwieram, więc oczy i postanawiam poleżeć po prostu
w ciszy, bo taki spokój rzadko mi się przytrafiał.
Nadal
pracuję w teatrze nie potrafiłem odejść jak Joon, bo to rzecz,
którą oddycham. Jak Mark i Jackson, tak ja i teatr. To jest moja
największa i jedyna miłość. I mimo że nie zgadzam się z każdym
przedstawieniem, które gramy, cieszę się jak dziecko, które
dostało coś słodkiego kiedy tylko wychodzę po raz kolejny na
scenę. Na szczęście moja przyjaciółka nie miała nic przeciwko,
zdaje sobie sprawę z tego jak jest teraz ciężko o pracę i
poniekąd rozumie moją decyzję.
-
Junior! - nawet moja mam woła do mnie pseudonimem, czasem myślę,
że w czasie wojny imiona nie istnieją.
-
Już wstaję! - odpowiadam, niezbyt głośno bo wiem, że mogłoby to
zdenerwować moich sąsiadów.
Nieco
ospały podchodzę do swojej szafy i wyciągam z niej wygodne
ubrania, nie zamieram się stroić do pracy. Następnie udaję się
do łazienki na szybki prysznic, który jest wybawieniem dla moich
zastałych po nocy mięśni. Stojąc po strumieniami wody przypominam
sobie o bardzo istotniej rzeczy, mianowicie, dziś mam spotkanie z
przyjaciółmi, wizja tego napawa mnie takim optymizmem, że niemal
od razu wyskakuje spod prysznica i biorę się za pozostałe rutynowe
czynności.
Możliwość
zobaczenia się razem w pełnym gronie nie zdarza się ostatnio zbyt
często, więc trzeba brać z nich garściami i wykorzystywać w
pełni.
.○○○○.
Najgorsze
są te momenty kiedy propaganda widoczna w sztuce jest tak rażąca,
że zadaje sobie pytanie czy grając w niej nie robię ludziom
krzywdy. Niestety gdybym z tym skończył nie wiem czy poradziłbym
sobie z tym co nas otacza, bo jak złe by to nie było, mimo wszystko
daje chwilę zapomnienia, sprawia, że zapominam na tę godzinę lub
więcej o wojnie. To jest jak oddech świeżego powietrza po wyjściu
z płonącego budynku, tak utęskniony kiedy otacza cię smog i dym.
Wtedy
zwykle płaczę. Tak, jestem facetem i płaczę, cóż nic na to nie
poradzę, to mój sposób na odreagowanie. A kiedy każde słowa
pocieszania zawodzą nie pozostaje mi nic innego, jak tylko płacz.
Mama przyzwyczaiła się do tego, że często płacze i już nawet
nie zagląda do mojego pokoju, kiedy mam te chwile słabości.
Mówi
się, że mężczyźni nie płaczą, jestem trochę innego zdania.
Prawdziwy mężczyzna nie boi się płakać. Jest na tyle silny, że
nie wstydzi się pokazać słabości, które każdy z nas zna.
-
Ej ty! - ogarnia mnie fala irytacji, kiedy słyszę ten piskliwy
głosik, skierowany w moją stronę. - Wróć na ziemie i graj bo
inaczej się pożegnamy i już nie będzie tak miło.
.○○○○.
-
Jesteś w końcu! - oznajmia na przywianie najmłodszy z nas Yugyeom,
zdążyłem się już przyzwyczaić do jego „miłych” powitań.
-
Cześć, też się cieszę, że was widzę. - czuję, że mój
uśmiech wychodzi daleko poza normę.
Czas
spędzony z nimi zawsze jest miły, nie ważne jaki wiadomości mają
do przekazania, czy są one smutne czy raczej radosne. Po prostu
czuję się jakbym był z moją zaginioną rodziną. I poniekąd tak
właśnie jest, bo to moja rodzina. Tak ich taktuję, myślę
zresztą, że z wzajemnością.
-
Jak tam w teatrze? - nie pierwszy raz słyszę to pytanie, mimo
wszystko nadal nie wiem co na nie odpowiedzieć.
-
Jak na razie nie jest tak źle... - wymijająca odpowiedź sprawia,
że w oczach moich przyjaciół zauważam wyraźną troskę. - Nie
czuję się tak jakoś wyśmienicie, ale nie potrafiłbym odejść. -
prostuje.
-
Rozumiem cię, czasem sama trochę żałuję, że podjęłam tą
decyzję.
Gdyby
alfabet tak bardzo nie ograniczał człowieka chętnie opisałbym wam
jej wyraz twarzy, to co mówią jej oczy, mimika. Jednak nie jestem w
stanie, mogę wam tylko powiedzieć o smutku i tęsknocie, jaką
widzę.
-
A ja czasem żałuję, że nie. Może po prostu z tej sytuacji nie ma
dobrego wyjścia?
Chyba
tak właśnie jest, w czasie tego konfliktu, nie ma dobrych decyzji.
Czasem są lepsze i gorsze, a czasem nie ważne co wybierzesz i tak
jest źle. To okropne, bo człowiek czuję się tak zdezorientowany i
zagubiony, że wielu sobie z tym nie radzi. Mimo, że zawsze byłem
dość pogodnym człowiekiem, kochającym i doceniającym życie, to
przez to wszystko już kilka razy naszły mnie myśli samobójcze. Na
szczęście, mimo że nikomu o nich nie powiedziałem zdołałem się
wydostać z tych ruchomych piasków depresji.
Dlaczego
porównuję ruchome piaski do depresji? Jeśli tego nie przeżyliście,
możliwe że nie zrozumiecie. Kiedy człowiek jest tak złamany, tak
że wszystko widzi w czarnych barwach, próbując się wydostać
tylko zagłębia się w tym bagnie i jeśli w porę nie zorientuje
się, że coś jest nie tak, może zostać całkowicie pochłonięty.
.○○○○.
Nigdy
nie byłem prawdziwie zakochany, mogę obwiniać o to wojnę, ale
prawda jest taka, że sam sobie zawiniłem moim wstydliwym
charakterem, i brakiem jakiegokolwiek obycia z dziewczynami. Jedyne
dwie kobiety, z którymi potrafię się w miarę dogadać to mama i
JoonJin. A nawet w ich towarzystwie nie czuję się zbyt komfortowo.
Prawda jest taka, że dobrze czuję się tylko w towarzystwie swojego
pieska, Astra. Bo kto zrozumie mnie lepiej niż on. Głównie
dlatego, że nic nie odpowiada kiedy do niego mówię...
To
nie tak, że jakoś bardzo chce się zakochać, ale kiedy widzę
Marka i Jacksona, albo jakąś parę zakochanych na ulicy czuję, że
też chciałbym się do kogoś przytulić, poczuć się bezpiecznie w
ramionach drugiej osoby, która czuję do ciebie to co ty do niej,
jest ci oddana i wierna.
Niestety
jak na razie chyba będę musiał zostać na etapie marzeń.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Szczerze mówiąc, niezbyt podoba mi się ten rozdział powstał z powodu braku pomysłu... No ale nie mi oceniać. Piszcie w komentarzach co tym sądzicie! ♥
Dziękuję, za wszystkie wyświetlenia i komentarze!
Nie podoba Ci się ten rozdział? Cooo?! Anitka, to znaczy NIUTA, nie chcę Cię tak cały czas wychwalać, że takie super to opowiadanie i w ogóle, ale kurde, kocham to XD
OdpowiedzUsuńI jeśli napisałaś ten rozdział bez pomysłu, to ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak ty piszesz z pomysłem. Jejku no, ten rozdział jest na równi z tym o marksonie. Postać Juniora wymiata i boże, tak bardzo się z nim utożsamiam, że to aż boli ;;
Czekam na kolejną postać plz