sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział (3)

Yugyeom


                 Mieliście kiedyś wrażenie, że jesteście niepotrzebni. Najsłabsi, trzeba się wami opiekować, więc i tak na nic się nie przydacie? Ja ciągle je miałem. Nie mogłem się go pozbyć i mam wrażenie, że nadal to gdzieś głęboko we mnie siedzi. Przez tyle lat bylem najmłodszy z grupy moich przyjaciół, dlatego zawsze, a zwłaszcza po wybuchu wojny obchodzili się, ze mną jak z jajkiem. Miałem siedemnaście lat, a oni myśleli, że są w stanie w jakiś sposób mnie ochronić? To było nie możliwe. Okropieństwa tego czasu dosięgnęły i mnie.

.○○○○.

                 Rozsadza mi brzuch ze zdenerwowania. Siedzę w ciemnym pomieszczeniu chowając się. Mama jest za ścianą rozmawia z jakimiś wojskowymi, boję się. Powiedziała, że śpię. Zaglądali tu więc oczywiście udawałem. Ona wie, że jestem zbyt zdenerwowany żeby z nimi rozmawiać. To chyba nie jest nic aż tak ważnego, bo nie obchodziło ich czy naprawdę śpię czy nie. Oni są straszni, dokładnie pamiętam jak przyszli po tatę.
- Kochanie, już poszli. - zawsze delikatny i miękki głos mojej mamy, uspokaja mnie na tyle, że przestaje się trząść. - Nic się nie dzieje, spokojnie.
- Mamo, jutro idę się z nimi zobaczyć. Po ostatniej naszej akcji minęło już trochę czasu, więc to względnie bezpieczne. A potem idę do szpitala, pomagać przy rannych. -mówię jej to bo wiem, że umierałaby ze strachu.
                 Po chwili milczenia, moja rodzicielka w końcu wychodzi. Opadam bezwładnie na łóżko i zamykam oczy. Kiedy jestem już pewien, że sobie poszła, po omacku podchodzę do szafki nocnej. Jak szybko tylko mogę chwytam za zapałki i zapalam świecę, która tam leży. Przyjemne, nikłe światło rozświetla pokój. Idealnie. Nie razi, ale pozwala widzieć w ciemnościach.
                 Na palcach podchodzę znów do łóżka i wyciągam z pod niego średniej wielkości pudełko. Kiedy je otwieram widzę mnóstwo jakiś skrawków papieru, jakieś rzemyki, pamiątki, ale dziś nie to mnie interesuje. Potrzebuję spokoju. Odkopuję parę nieco innych rzeczy. W moich rękach znajduje się kilka zdjęć. Zdjęcia sprawiają, że przenoszę się myślami do tamtych szczęśliwych dni, pełnych radości, beztroski.
                 Moje ulubione zdjęcie przedstawia te najważniejsze dla mnie osoby. Moich rodziców, starszą siostrę i oczywiście moich wspaniałych przyjaciół. Uśmiecham się na samo wspomnienie, tego dnia. Przez to przypominam trochę tego Yugyeoma ze zdjęcia.
                 Kiedy świeczka gaśnie a zdjęcia zostają schowane, no nowo w moim sercu pojawia się pustka i przerażenie. Nic tym nie zrobię, mogę jedynie zasnąć.

.○○○○.

                 Idę właśnie spotkać się z przyjaciółmi. Po mimo tego, że dość dobrze znam Seul trudno jest mi dotrzeć pod wskazany adres, w końcu nie będziemy się spotykać w jakiś typowych miejscach, w których łatwo byłoby nas odnaleźć. Na szczęście po pewnym czasie udaje mi się. Kiedy już kończę wyjaśniać właścicielom mieszkania kim jestem, w końcu mogłem ich zobaczyć.
                 Szczęście dosłownie rozsadza mnie od środka. Tak dawno ich nie widziałem...
Tęskniłem. - mówię na przywitanie. A widząc, że przerwałem w jakiejś dyskusji dodaje – O czym rozmawiamy?
- Znalazłam pracę. - w głosie Joon nie słyszę ani grama szczęścia, wydaje mi się wręcz przybita.
- To źle? - czuję, się dziwnie z tym, że chyba jako jedyny nie rozumiem co w tym złego.
- Nie pracuję u dobrych ludzi, czuję się z tym źle. - tłumaczy dziewczyna nie zrażona moją niewiedzą.
- Ty jesteś dobra, i pracujesz dla dobra innych, to jest ważne. - zdaje sobie sprawę z tego, że nie jestem odpowiednią osobą do dawania takich rad, ale czuję silną potrzebę, aby ją jakoś pocieszyć.
- Dziękuję. - jej uśmiech utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem mówiąc to.
                 Każdy opowiada co u niego. A ja myślę tylko o tym, że możemy się tu zobaczyć, i że wszyscy żyjemy. To wielka łaska, bo przecież codziennie umierają osoby, które tak dobrze znałem. To okropne, a jeszcze bardziej okropne jest to, że przez te wydarzenia powoli się na to uodparniam. Mimo wszystko jak bardzo by mi nie byli obojętni tamci ludzi, czuję, że nie przeżyłbym ani chwili dłużej bez moich bratnich dusz. Czuję jakby byli jedynymi ludźmi na świecie, którzy w jakimś stopniu mogą mnie zrozumieć.

.○○○○.

                 Tak naprawdę nawet nie pamiętam jak się wszyscy poznaliśmy. Jedni w szkole inni na ulicy, a potem złączyliśmy się w jedno ciało. Czasem śmieje się, ze pracujemy jak jeden organizm, rozumiemy się bez słów. Ale ostatnio uświadomiłem sobie, że nie ma w tym nic śmiesznego, bo jeśli ktoś odetnie nam rękę, albo nogę możemy zginąć. Wiem to, w końcu chciałem zostać lekarzem.
                 Moje największe marzenie, ratować ludziom życie i jednocześnie ratować je sobie realizując swoją pasję. Nie ma dla mnie nic piękniejszego na tym świecie niż praca w takim miejscu. Teraz szczególnie bym się im przydał. Jest tylu poszkodowanych od min, czy pocisków. Czasem chodzę więc do szpitala aby pomóc. To jednak nie to samo. Zakładanie opatrunków, to nie to samo co szycie ran.
- Mały! - pielęgniarki i lekarze tak mnie tutaj nazywają, bo jestem chyba najmłodszym wolontariuszem. - Dobrze, że jesteś, wciąż brakuje nam rąk do pracy przy poszkodowanych. - uśmiech jak zawsze mimo trudności i rozpaczy, która tu panuje rozświetla świat dookoła i daje nadzieję, pewnie dlatego pacjenci tak ją tu lubią.
                 Zawsze starałem się być jak ona, emanować pozytywnymi emocjami, dając innym nadzieję. Niestety. Widząc tragedię, zrezygnowanie w oczach tych wszystkich ludzi, sam powoli się załamywałem. Załamywałem się jednocześnie podnosząc na duchu. Jak to możliwe? Po skończonej pracy czułem, że zrobiłem coś dla ludzi, czułem niewyobrażalną satysfakcję. Nic nie mogło się równać z tym uczuciem.

Za każdym razem kiedy zakładałem jakiejś obcej osobie opatrunek, zastanawiałem się czy on też by mi pomógł... Być może już niedługo się o tym przekonam. 


~~~~~~~~~~~~~``
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia z poprzedniego rozdziału. I proszę o komentarze bo to niesamowicie motywuje.
Ps. Mam nadzieję, że zdjęcie nie jest zbyt straszne, na pocieszenie, to tylko charakteryzacja ;)

2 komentarze:

  1. Weeeź, pisz dłuższe, bo człowiek ledwo się wczuje, a rozdział już się kończy :/
    Ale no, ogólnie to ekstra, bohater jak zwykle ciekawy. Wolontariusz, no zobaczymy, jak to się potoczy haha
    i wiesz, nic nie pobije rozdziału marksona w tym ff, sry

    OdpowiedzUsuń
  2. Woaa~ To dopiero 3 rozdział a naprawdę wciąga, szczerze mówiąc już mam manię odświeżania twojego bloga X'D Bardzo mi się podoba pomysł i wykonanie, dlatego trzymam kciuki i oby tak dalej ^^

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy