Yugyeom
Mieliście
kiedyś wrażenie, że jesteście niepotrzebni. Najsłabsi, trzeba
się wami opiekować, więc i tak na nic się nie przydacie? Ja
ciągle je miałem. Nie mogłem się go pozbyć i mam wrażenie, że
nadal to gdzieś głęboko we mnie siedzi. Przez tyle lat bylem
najmłodszy z grupy moich przyjaciół, dlatego zawsze, a zwłaszcza
po wybuchu wojny obchodzili się, ze mną jak z jajkiem. Miałem
siedemnaście lat, a oni myśleli, że są w stanie w jakiś sposób
mnie ochronić? To było nie możliwe. Okropieństwa tego czasu
dosięgnęły i mnie.
.○○○○.
Rozsadza
mi brzuch ze zdenerwowania. Siedzę w ciemnym pomieszczeniu chowając się. Mama jest za ścianą rozmawia z jakimiś wojskowymi, boję
się. Powiedziała, że śpię. Zaglądali tu więc oczywiście
udawałem. Ona wie, że jestem zbyt zdenerwowany żeby z nimi
rozmawiać. To chyba nie jest nic aż tak ważnego, bo nie obchodziło
ich czy naprawdę śpię czy nie. Oni są straszni, dokładnie pamiętam jak przyszli po
tatę.
-
Kochanie, już poszli. - zawsze delikatny i miękki głos mojej mamy,
uspokaja mnie na tyle, że przestaje się trząść. - Nic się nie
dzieje, spokojnie.
-
Mamo, jutro idę się z nimi zobaczyć. Po ostatniej naszej akcji
minęło już trochę czasu, więc to względnie bezpieczne. A potem
idę do szpitala, pomagać przy rannych. -mówię jej to bo wiem, że
umierałaby ze strachu.
Po
chwili milczenia, moja rodzicielka w końcu
wychodzi. Opadam bezwładnie na łóżko i zamykam oczy. Kiedy jestem
już pewien, że sobie poszła, po omacku podchodzę do szafki
nocnej. Jak szybko tylko mogę chwytam za zapałki i zapalam świecę,
która tam leży. Przyjemne, nikłe światło rozświetla pokój.
Idealnie. Nie razi, ale pozwala widzieć w ciemnościach.
Na
palcach podchodzę znów do łóżka i wyciągam z pod niego średniej
wielkości pudełko. Kiedy je otwieram widzę mnóstwo jakiś
skrawków papieru, jakieś rzemyki, pamiątki, ale dziś nie to mnie
interesuje. Potrzebuję spokoju. Odkopuję parę nieco innych rzeczy.
W moich rękach znajduje się kilka zdjęć. Zdjęcia sprawiają, że
przenoszę się myślami do tamtych szczęśliwych dni, pełnych
radości, beztroski.
Moje
ulubione zdjęcie przedstawia te najważniejsze dla mnie osoby. Moich
rodziców, starszą siostrę i oczywiście moich wspaniałych
przyjaciół. Uśmiecham się na samo wspomnienie, tego dnia. Przez
to przypominam trochę tego Yugyeoma ze zdjęcia.
Kiedy
świeczka gaśnie a zdjęcia zostają schowane, no nowo w moim sercu
pojawia się pustka i przerażenie. Nic tym nie zrobię, mogę
jedynie zasnąć.
.○○○○.
Idę
właśnie spotkać się z przyjaciółmi. Po mimo tego, że dość dobrze znam Seul trudno jest mi dotrzeć pod wskazany adres, w końcu
nie będziemy się spotykać w jakiś typowych miejscach, w których
łatwo byłoby nas odnaleźć. Na szczęście po pewnym czasie udaje
mi się. Kiedy już kończę wyjaśniać właścicielom mieszkania kim
jestem, w końcu mogłem ich zobaczyć.
Szczęście
dosłownie rozsadza mnie od środka. Tak dawno ich nie widziałem...
- Tęskniłem. - mówię na przywitanie. A widząc, że przerwałem w
jakiejś dyskusji dodaje – O czym rozmawiamy?
-
Znalazłam pracę. - w głosie Joon nie słyszę ani grama szczęścia,
wydaje mi się wręcz przybita.
-
To źle? - czuję, się dziwnie z tym, że chyba jako jedyny nie
rozumiem co w tym złego.
-
Nie pracuję u dobrych ludzi, czuję się z tym źle. - tłumaczy
dziewczyna nie zrażona moją niewiedzą.
-
Ty jesteś dobra, i pracujesz dla dobra innych, to jest ważne. -
zdaje sobie sprawę z tego, że nie jestem odpowiednią osobą do
dawania takich rad, ale czuję silną potrzebę, aby ją jakoś
pocieszyć.
-
Dziękuję. - jej uśmiech utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze
zrobiłem mówiąc to.
Każdy
opowiada co u niego. A ja myślę tylko o tym, że możemy się tu
zobaczyć, i że wszyscy żyjemy. To wielka łaska, bo przecież
codziennie umierają osoby, które tak dobrze znałem. To okropne, a
jeszcze bardziej okropne jest to, że przez te wydarzenia powoli się
na to uodparniam. Mimo wszystko jak bardzo by mi nie byli obojętni
tamci ludzi, czuję, że nie przeżyłbym ani chwili dłużej bez
moich bratnich dusz. Czuję jakby byli jedynymi ludźmi na świecie,
którzy w jakimś stopniu mogą mnie zrozumieć.
.○○○○.
Tak
naprawdę nawet nie pamiętam jak się wszyscy poznaliśmy. Jedni w
szkole inni na ulicy, a potem złączyliśmy się w jedno ciało.
Czasem śmieje się, ze pracujemy jak jeden organizm, rozumiemy się
bez słów. Ale ostatnio uświadomiłem sobie, że nie ma w tym nic
śmiesznego, bo jeśli ktoś odetnie nam rękę, albo nogę możemy
zginąć. Wiem to, w końcu chciałem zostać lekarzem.
Moje
największe marzenie, ratować ludziom życie i jednocześnie ratować
je sobie realizując swoją pasję. Nie ma dla mnie nic piękniejszego
na tym świecie niż praca w takim miejscu. Teraz szczególnie bym
się im przydał. Jest tylu poszkodowanych od min, czy pocisków.
Czasem chodzę więc do szpitala aby pomóc. To jednak nie to samo.
Zakładanie opatrunków, to nie to samo co szycie ran.
-
Mały! - pielęgniarki i lekarze tak mnie tutaj nazywają, bo jestem
chyba najmłodszym wolontariuszem. - Dobrze, że jesteś, wciąż
brakuje nam rąk do pracy przy poszkodowanych. - uśmiech jak zawsze
mimo trudności i rozpaczy, która tu panuje rozświetla świat
dookoła i daje nadzieję, pewnie dlatego pacjenci tak ją tu lubią.
Zawsze
starałem się być jak ona, emanować pozytywnymi emocjami, dając
innym nadzieję. Niestety. Widząc tragedię, zrezygnowanie w oczach
tych wszystkich ludzi, sam powoli się załamywałem. Załamywałem
się jednocześnie podnosząc na duchu. Jak to możliwe? Po
skończonej pracy czułem, że zrobiłem coś dla ludzi, czułem
niewyobrażalną satysfakcję. Nic nie mogło się równać z tym
uczuciem.
Za
każdym razem kiedy zakładałem jakiejś obcej osobie opatrunek,
zastanawiałem się czy on też by mi pomógł... Być może już
niedługo się o tym przekonam.
~~~~~~~~~~~~~``
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia z poprzedniego rozdziału. I proszę o komentarze bo to niesamowicie motywuje.
Ps. Mam nadzieję, że zdjęcie nie jest zbyt straszne, na pocieszenie, to tylko charakteryzacja ;)
~~~~~~~~~~~~~``
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia z poprzedniego rozdziału. I proszę o komentarze bo to niesamowicie motywuje.
Ps. Mam nadzieję, że zdjęcie nie jest zbyt straszne, na pocieszenie, to tylko charakteryzacja ;)
Weeeź, pisz dłuższe, bo człowiek ledwo się wczuje, a rozdział już się kończy :/
OdpowiedzUsuńAle no, ogólnie to ekstra, bohater jak zwykle ciekawy. Wolontariusz, no zobaczymy, jak to się potoczy haha
i wiesz, nic nie pobije rozdziału marksona w tym ff, sry
Woaa~ To dopiero 3 rozdział a naprawdę wciąga, szczerze mówiąc już mam manię odświeżania twojego bloga X'D Bardzo mi się podoba pomysł i wykonanie, dlatego trzymam kciuki i oby tak dalej ^^
OdpowiedzUsuń