Jackson
Ludzie
mówią, że największe zagrożenie dla nas to wojna, że ona nas
niszczy, zabiera wszelkie dobro i człowieczeństwo.
Dla
mnie i Marka zagrożenie zawsze było podwójne. Wbrew wszystkiemu i
wszystkim pokochaliśmy się. Nie platoniczną miłością dwojga
przyjaciół, ale prawdziwą, nierozerwalną i gorącą. Taką, że
żadna katastrofa czy destrukcyjna moc nie mogła nas rozdzielić.
Rozpatrywanie tego czy robimy dobrze czy nie sprowadziliśmy do
jednego pytania: „Czy miłość jest dobra?”. Jest. A więc my
też jesteśmy, nie ważne co mówią ci nie znający nas ludzie.
.○○○○.
-
Spędzanie czasu z przyjaciółmi jest cudowne, ale gdybym musiał
wybierać, wolałbym zostać tylko z tobą na zawsze. W miejscu gdzie
nikt i nic by nam nie przeszkadzało. W miejscu gdzie nikt, nie
przejmowałby się tym jacy jesteśmy. Założylibyśmy kochającą
się, dwuosobową rodzinę. Małą, ale szczęśliwą. - na tym Mark
kończy swój monolog, ciągle wtulając się w moje ramie.
-
Myślę tak samo... Nam już przed wybuchem tej masakry było ciężko,
teraz jest po prostu trudniej. - mówiąc składam bardzo delikatny
pocałunek na jego skroni.
-
Jackson... Kocham cię.
-
Kocham cię. - moja odpowiedź na te dwa słowa nigdy brzmi „Ja
ciebie też”, bo to nie jest wyznanie miłości, a ja pragnę mu ją
wyznawać.
Mógłbym
tak w nieskończoność, jedynie leżeć, przytulać, całować i
kochać. Mark to moje największe uzależnienie. Ludzie... reszta
ludzi, jest przy nim niczym. Jedynie scenografią poukładaną w
naszej tragicznej sztuce.
Gdyby
nie grupa naszych przyjaciół nie było by teraz tak kolorowo.
Musimy się co prawda ukrywać, ale przynajmniej jesteśmy razem. To
oni jako pierwsi tak naprawdę zauważyli nasze uczucia i „popchnęli
nas” ku sobie.
Bo
jak można go nie kochać? Tych ciemnych oczu, pięknych, czarnych
jak smoła włosów, aksamitnego głosu. Delikatnej skóry, której
mógłbym dotykać bez końca, ona jest uzależnieniem, którego
nigdy nie będę chciał pozbyć się z mojego życia.
Cieszę
się, że wszyscy, którzy są dla nas ważni, akceptują i wspierają
nas we wszystkim. Dlaczego wszyscy zamiast szerzyć nienawiść nie
mogą po prostu szanować drugiego człowieka? Zamiast akceptacji i
szacunku mamy mnóstwo ludzi, którzy jak tylko by się dowiedzieli,
domagaliby się zabicia nas.
-
O czym myślisz? - mruczy Mark, prawie zasypiając w moich ramionach.
-
O tym, że cię kocham, jesteś dla mnie najważniejszy na świecie i
zrobiłbym dla ciebie wszystko.
Jego
uśmiech rekompensuje mi wszystkie niesprawiedliwości jakie musiałem
znieść, a raczej musieliśmy znieść, aby móc być tu razem.
-
Podziwiam JoonJin. - jego słowa są dla mnie bardzo niespodziewane,
więc w pierwszej chwili nie mam pocięcia co mu na to odpowiedzieć.
Szybko mnie jednak wyręcza kontynuując – No bo wiesz... Ona cię
naprawdę mocno kochała, a mimo to nadal jest naszą przyjaciółką.
Co więcej nie popiera takich związków, a mimo to kocha nas,
wspiera i szanuje. Powinniśmy być jej za to dozgonnie wdzięczni.
Potrzebuję
chwili aby to przemyśleć, on chyba ma racje. Jin była we mnie
zakochana, wszyscy to zauważyliśmy. Ale ona wolała abyśmy byli
szczęśliwi razem. Myślę, że właśnie to pokazuje jak silna i
prawdziwa była jej miłość do mnie.
-
To nasza najlepsza przyjaciółka, nie bez powodu.
-
Wiem. - odpowiada tylko.
Mark
jest naprawdę mądry. Piękny i mądry. Jak ideał. Nigdy bym nie
przypuszczał, że trafi mi się ktoś tak wyjątkowy. I cudowny.
-
Jackson? Do kiedy możemy tutaj zostać? - pyta niespokojnie
spoglądając w stronę drzwi.
-
Jeszcze dwa dni. Potem musimy poszukać czegoś nowego. To
niebezpieczne ukrywać nas tak długo. Jeśli ktoś rozpozna chiński
akcent...
-
Weźmiesz mnie do Ameryki kiedy to wszystko już się skończy?
Zawsze marzyłem żeby tam pojechać – jego rozanielona twarz
sprawia, że mam ochotę całować go bez końca.
-
Oczywiście, pojedziemy tam razem.
Gdyby
ktoś kazał mi wybierać pomiędzy Markiem i wolnością wybrałbym
jego. Zresztą wybrałbym go w każdej opcji. To jest jedyna rzecz
pewna i stała w moim życiu. Kocham go.
Gdzieś w oddali słyszę huk wybuchającej bomby. Boję się, mimo
że powinienem być silniejszy, chronić moją miłość. Wciąż nie
wiem dlaczego spotkało mnie takie szczęście. Skoro Bóg nas nie
kocha to dlaczego daje nam to wszystko. Nie tak to działa? Moje
życie nie powinno być pełne przykrości i pecha?
.○○○○.
Kilka
tygodni temu stanąłem przed trudnym wyborem. Mogłem już na samym
początku wyjechać do Ameryki. Było to proste ponieważ dawniej tam
mieszkałem i miałem tam dużą rodzinę. Nie miałem jednak
możliwości aby zabrać ze sobą Marka. I mimo, że kocham moją
rodzinę, wybrałem jego. Oczywiście nigdy mu o tym nie
powiedziałem. Byłby zły.
Poznaliśmy
się kiedy byłem wolontariuszem w domu dziecka, w którym się
wychował. Urzekła mnie jego delikatność. Wtedy oczywiście nie
myślałem o tym jak o miłości, wmawianie sobie, że o tylko dobry
przyjaciel było o wiele prostszym i wygodniejszym wyjściem.
Spotykaliśmy się raz w tygodniu, kiedy już skończyłem
wolontariat wbrew pozorom spędzałem z nim jeszcze więcej czasu.
Najtrudniej
było kiedy skończył osiemnaście lat. Wiedziałem, że boi się
tego. Już wtedy wiedziałem, że zrobiłbym dla niego wszystko.
Porozmawiałem więc z rodzicami a oni zgodzili się aby wynająć mu
pokój, który został pusty od kiedy moja starsza siostra na stałe
przeniosła się do Ameryki. Mieszkanie z nim w jednym domu, było
chyba jednym najlepszych okresów mojego nastoletniego życia. Mimo,
że ciągle biłem się z myślami zadręczając się moimi
nieodgadnionymi dotąd uczuciami.
Pewnego
dnia, tuz po rozstaniu z JoonJin nie wytrzymałem i pocałowałem go.
To było... niesamowite. W końcu czułem, że robię coś dobrze,
tym bardziej, że mnie nie odepchnął. Było mi nawet łatwiej
pogodzić się z byłą dziewczyną kiedy zrozumiała dlaczego ją
zostawiłem. To było chyba najpiękniejsze kilka miesięcy w moim
życiu. Wszystko nagle się ułożyło, wystarczyło, że podjąłem
jedną właściwą decyzję.
.○○○○.
-
Mark, musimy już iść. - oznajmiam odciągając chłopaka od
nagrobka jego poległych rodziców.
Gdyby
to ode mnie zależało mógłby tu siedzieć ile tylko zechce.
Przynosiłbym mu jedzenie i wszystko co potrzebne, bo to jest dla
niego ciężkie. Ale nie mogę pozwolić na to aby ktoś go tu
znalazł. Gdyby musiał pokazać dokumenty... Niby mamy jakieś
fałszywki, ale mimo wszystko nie chce ryzykować. Teraz kiedy nie
działamy dla komunistów, a jednocześnie jesteśmy z Chin
zagrożenie jest podwójne.
-
Kiedyś, być może niedługo znów was zobaczę.
Jego
szept szarpie moje serce. Mówi to prawie dotykając ustami ziemi,
ale dla mnie to brzmi jak krzyk. Wołający o pomoc, której ja nie
mogę mu dać. Mimo mojej miłości.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak późno, ale mam wakacje I MOGĘ! A tak serio to wolę spędzać czas aktywnie, a nie przed komputerem, mam życie i musicie to zaakceptować, jeśli chcecie czytać.
Ale już tak bardziej miło to KOCHAM WAS za iść komentarzy i wyświetleń, jesteście najlepsi.
PISZCIE CO JEST NIE TAK POSTARAM SIĘ POPRAWIĆ!
Czuję miłość marksona tak bardzo ;; Boże, ja już Ci mówiłam, że marzy mi się taka uzależniona miłość, ale fmjesnf to było piękne.
OdpowiedzUsuńPoproszę więcej takich i przede wszystkim dłuższych cioto, bo nie dość, że długo nie dodajesz, to jeszcze takie krótkie! :P