piątek, 4 września 2015

Rozdział (7)

BamBam


                Zawsze lubiłem wzbudzać w ludziach współczucie. Zwykle świetnie mi to wychodziło, bo spójrzcie tylko na moją twarz, nieco dziecinna, zazwyczaj lekko zarumieniona. Życie dzięki temu było dla mnie o wiele prostsze. Jednak oprócz mojego wyglądu była jeszcze jedna rzecz... pieniądze. Zawsze miałem ich po dostatkiem, bo rodzice prowadzili firmę. Nie lubiłem jednak z tego korzystać, one nawet nie były moje.
               Do pewnego czasu nawet moi najbliżsi przyjaciele nie wiedzieli czyim jestem synem i jaki jest mój majątek, bałem się, że mogliby mnie przez to traktować jakoś inaczej. Szybko jednak zdałem sobie sprawę z tego, iż nie są oni takimi ludźmi, i chyba bardziej bali się, że ja będę jakiś inny przez moje pieniądze.
               To właśnie w nich kocham, nie ważne w co wierzysz, kogo kochasz i jak bogaty jesteś ważne jest tylko to jakim jesteś człowiekiem i czy jesteś dobry.

.○○○○.
               Nienawidzę słońca, przyprawia mnie zawsze o okropny ból głowy. Słoneczne dni zawsze nazywam tymi "brzydkimi" a kiedy pada deszcz, lub jest wietrzenie i pochmurno cieszę się z "ładnej pogody". To dziwne, ale już od małego tak mam. Światło sprawia, że czuję niebezpieczeństwo, a w ciemności czuję się bardzo bezpiecznie. Nie wiem czy wielu ludzi tak ma, ale jeszcze takiego nie spotkałem.
               Czasem wyobrażam sobie, że opiekuję się mną jakiś piękny demon i wtedy czuję, że nic nie może mi się stać i wszystko co złe, jest daleko ode mnie. Kiedy czasem o tym myślę śmieję się sam z siebie, bo to przecież takie absurdalne. Mimo wszystko nie zamierzam nic zmieniać skoro tak jest idealnie.
- Bam! - krzyczy mama z pokoju obok. - Jeśli zaraz nie wyjdziesz spóźnisz się do szkoły!
               No tak ja w przeciwieństwie do większości dzięki układom rodziców nadal mogę się uczyć. Niby powinienem się cieszyć, ale kiedy widzę smutnego Yugyeoma opowiadającego o kolejnym dniu w szpitalu czuję się jakbym robił coś złego, bo to on powinien uczyć się i pomagać ludziom. Prawda jest taka, że uczęszczam na te zajęcia tylko z przyzwyczajenia i przymusu rodziców, gdyby nie oni chętnie oddałbym Młodemu swoje miejsce.
               Mama odkąd pamiętam mówi do mnie „Bam”, podobno dlatego, że byłem ogromnym rozrabiaką i wszystko czego się dotknąłem robiło „bam!” kiedy rzucałem daną rzeczą po pomieszczeniu. Przyjęło się to na tyle, że w podziemiu mój pseudonim brzmi BamBam, tak zresztą mówią do mnie przyjaciele. Właśnie...
- Mamo dziś po szkole idę na spotkanie, wrócę przed godzina policyjną, nie martw się będę bezpieczny. - muszę zawrzeć wszystkie te informacje w jednym zdaniu, bo inaczej rozmawialibyśmy długo tak naprawdę o niczym, a mam zadawałaby mnóstwo pytań, oczywiście się martwiąc.

.○○○○.

               Miłość rośnie wokół nas... Jakim cudem Młody jeszcze nie zorientował się, że JongJae coś do niego ma? Przecież to widać na pierwszy rzut okiem, albo po prostu jestem taki spostrzegawczy, w sumie zawsze potrafiłem dobrze wyczuwać ludzkie emocje. Swoją drogą, ta akcja Marka, ze wspólnym mieszkaniem była epicka, nie sądziłem, że ten spokojny chłopak może być taki przebiegły i wygadany. To niby mój przyjaciel i zrobiłbym dla niego wszystko, ale nie znam go zbyt dobrze, przez to, że prawie się nie odzywa. Albo wyręcza się Jacksonem, który mówi za niego.
- Jackson? - zagaduję korzystając z okazji, że Mark na sekundę odsunął się od swojego chłopaka – Za niedługo są urodziny twojego Marka, i pomyślałem, że moglibyśmy urządzić je u mnie w domu, przynajmniej policja by nie węszyła...
               Kolejny przywilej uzyskany tylko i wyłącznie za sprawą moich rodziców i ich pokaźnej sumy wpłaconej na konto policji. Okropnie czuję się z tym, że z tego korzystam, ale w tej sytuacji to bardzo pomocne.
- Nie wiem... chciałbym zrobić mu jakąś niespodziankę, ale nie chce cię wykorzystywać. - oznajmia poważnie co nie pasuje do jego codziennej postawy, wiecznie uśmiechniętego wariata.
- Gdyby to był dla mnie jakiś problem, nie zaproponowałbym ci tego uwierz. Po prostu przyjdźcie we dwójkę w dzień jego urodzin do mnie, ja zajmę się resztą. - uśmiecham się promiennie i zauważam, że Mark się do nas zbliża, więc od razu zaprzestaję rozmowy z Jacksonem.
- O czym rozmawiacie? - pyta cicho jak to on, Mark.
               Jego chłopak może się ze mną nie zgadzać, ale moim zdaniem Mark jest strasznie zazdrosny zwłaszcza jeśli chodzi o mnie. Nie wiem czy wynika to z jego niskiej samooceny czy tego, że jestem dość blisko z Jacksonem, ale zawsze staram się nie dawać mu powodów do zazdrości.
- Śmiejemy się z Jongjae i jego zachwiania, jest taki śmieszny kiedy denerwuje się przy Yugyeomie. - chłopak najwyraźniej mi wierzy bo zaczyna śmiać się razem ze mną, oczywiście jego śmiech jest raczej nie słyszalny i ogranicza się do ukazania jego białych ząbków i wygięciu ust.
               On zawsze był taki skąpy w okazywaniu uczuć.

.○○○○.

               Szkoła to miejsce, w którym pod żadnym pozorem nie mogę być sobą, nawet nie mogę wykorzystywać swoich wpływów. T miejsce gdzie uczą się ludzie o wiele ważniejsi niż ja. Gdyby ktoś dowiedział się jakich mam znajomych, albo dowiedział się, że nie jestem taki jak oni, zepsute dzieciaki z bogatych domów. Wtedy ucierpiał bym nie tylko ja, ale także wszyscy w jakiś sposób ze mną związani.
               Dlatego nie mam tu żadnych znajomych, chyba nawet nie rozmawiam za dużo z ludźmi, brzydzę się tym, że nic nie robią z zachowaniem swojej najbliższej rodziny, bo kto jak kto, ale oni mają najwięcej do powiedzenia. Zawsze to co powie najbliższa rodzina jest cenniejsze niż słowa nawet setki obcych.
               Wchodząc do domu czuję się dziwnie, jakbym został wypuszczony z jakiegoś więzienia, a to przecież tylko nauka i wiele ludzi, których bardzo nie lubię. Ale bez przesady w zasadzie żadna krzywda mi się tam nie dzieje, tak myślę...

.○○○○.

               Zbliża się kolejna kolacja z wspólnikami rodziców, biorą mnie tam tylko po to abym odwracał uwagę tych ludzi od tego co dokładnie mówią moi ,,wspaniali” rodzice. To trochę nie sprawiedliwe, ale nie mi oceniać. Muszę się tylko uśmiechać i miło potakiwać, a będzie dobrze.
- Kochanie przepraszam, ale nie chcemy aby ci ludzie w zły sposób wykołowywali naszą działalność, a delikatne odwrócenie uwagi może temu zapobiec.

               Nie wiem dlaczego, ale uspokaja mnie to, że nie robią tego dla złych celów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Krótko i trochę zagmatwane, ale wybaczcie mi, SZKOŁA!
JAK ZAWSZE PROSZĘ O KOMENTARZE! 

1 komentarz:

  1. Ciekawe z kogo czerpałaś inspirację na BamBama? Hm... X"DD
    Ogólnie to najmniej lubię go z całego Got7, ale w tym opowiadaniu wkurza mnie jakoś mniej ;;
    Czekam na więcej i ach, Markson ;;

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy