niedziela, 20 września 2015

Rozdział (10)

Mark 2


               Ludzie zawsze kojarzyli mi się z bólem. Bo to oni zadają ból słowami i czynami, nieraz stokroć większy niż fizyczny. Sprawiają, że powoli zaczynasz im ufać, dajesz całego siebie, przywiązujesz się, kochasz. A potem nagle odchodzą. Mają różne wytłumaczenia, których ja zwykłem nie słuchać, bo to kolejne kłamstwa wymyślone, tylko po to aby ukryć znudzenie się moją osobą. Nigdy w końcu nie byłem jakoś bardzo rozrywkowy. Wolałem raczej usunąć się na bok i spokojnie spoglądać na życie. Dlatego ludzie nie byli zainteresowani zadawaniem się ze mną. To bolało. Nie czułem się gorszy, a może byłem...
               Każde odejście człowieka boli tak samo. Każde odejście boki zupełnie inaczej. Gorzkie łzy, które spływały po mojej twarzy też za każdym razem były inne i wyrażały coś innego, a mimo wszystko były takie same. Wyrażały tęsknotę i ból, czasem nawet zażenowanie, bo jak ja mogłem dać się tak oszukać, osobie, która bez żadnych skrupułów, odeszła. Jak?
               Całe moje życie było usłane takimi ludźmi, którzy pojawiali. Wierzyłem, że coś zmienią, zostaną na dłużej, być może staną się dla mnie kimś bliższym, ale za każdym razem spotykało mnie to samo rozczarowanie. A przecież tak się starałem, byłem zawsze blisko, chętny do pomocy...
               Tylko, że tym ludziom nie wystarczyły moje dobre chęci.

.••••.

               Od pewnego czasu Jackson zachowuje się bardzo dziwnie, mało ze mną rozmawia, za to często spotyka się z BamBam'em. Nie jestem oczywiście zazdrosny, bo ufam mu bezgranicznie, tylko to dla mnie dosć bolesne. Za każdym razem kiedy pytam co się dzieje, ten odpowiada jakoś wymijająco, albo zwyczajnie i bezwstydnie zmienia temat. W końcu nie wytrzymałem i krzyknąłem mu prosto w twarz, że jeśli nadal będzie się tak zachowywał, to nie będą się do niego odzywać. To dość nietypowe zachowanie jak na mnie, zwykle po prostu siedzę cicho i czekam jak sprawa potoczy się dalej.
               Moje ciało reaguje lekkim drgnięciem, kiedy słyszę otwierające się drzwi tuż za moimi plecami. Pomyślałem, że leżenie w łóżku to dobry sposób na uspokojenie się, ale to sprawiło, że jestem po prostu bardziej smutny.
- Mark, BamBam zaprosił nas do siebie na wieczór, wiesz że u niego jest chyba najbezpieczniej. - proponuje mi wyście i to do osoby, przez którą cały czas mnie ignorował.- Wiem, że ostatnio spędzałem z tobą mało czasu, ale dziś ci to wynagrodzę, obiecuję!
               Chciałbym być na niego zły, postawić się i powiedzieć, że może sobie sam do niego iść skoro ostatnimi czasy było im tak dobrze beze mnie. Zamiast tego podnoszę się powoli, wyplątując swoje ciało z pościeli i przytulam się do niego mocno. Tak bardzo boję się, że go stracę, to moja jedyna miłość.
- Kocham cię. - te słowa chyba wystarczą mu jako odpowiedź.

.••••.

               Jesteśmy w drodze do domu naszego przyjaciela, od samego początku tej krótkiej wędrówki panuje pomiędzy nami niewygodna cisza, której wcale nie chce przerywać, przynajmniej tak pokaże mu, że nadal jestem trochę zły. Może faktycznie Jackson był dla mnie za dobry i trochę rozpieścił mnie swoim towarzystwem... Sam nie wiem. Chyba po prostu już przyzwyczaiłem się, że zawsze jest obok i dlatego zadziałało to na mnie tak mocno. Gdybyśmy nie spędzali razem każdego dnia, być może byłby inaczej i teraz nie targałby mną takie negatywne emocje, które ciężko jest mi pohamować.
- Jesteśmy na miejscu. - głos Jacksona zbyt gwałtowanie wyrywa mnie z mojego świata i sprawił, że trochę się przestraszyłem, ale przecież nie dam tego po sobie poznać.
- Wiem. - być może jestem dla niego za szorstki, to nasz pierwsza „kłótnia” a on pewnie nawet nie wie jak mnie przeprosić, nigdy nie musiał...
               Kiedy udajemy się stromymi schodami na odpowiednie piętro starszy chłopak oznajmia mi, że BamBam będzie nieco później, więc dał mu klucze. Dziwi mnie to trochę, bo po co nas niby zapraszał, skoro nie ma czasu, ale cóż... Nigdy go nie rozumiałem. Jackson dość długą chwilę mocuje się z zamkiem i denerwuje się przy tym, jak to on. Nigdy nie był zbyt cierpliwy...
               Chłopak, w końcu otwiera drzwi a ja zamieram w bezruchu zdziwiony. Oni... Zrobili to wszystko dla mnie?
- Wszystkiego Najlepszego! - mówią chórem, a ja czuję jak moje oczy wypełniają się łzami szczęścia, tak bardzo kocham moich przyjaciół...
- Dzi-Dziękuję. - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
               Byłem zły na Jacksona... To nie sprawiedliwe, on zorganizował dla mnie to przyjęcie, mimo wojny, mimo trudności i naszego pochodzenia, a ja jeszcze miałem czelność się złościć. On jest najcudowniejszym chłopakiem jakiego mogłem sobie wymarzyć. Jest moją największą życiową wygraną. Tak bardzo go kocham. Możecie mi wypominać, ze nadużywam tych słów, ale to nie prawda, on zrobił dla mnie tyle, że jestem mu winny chociaż miłość.
- Przepraszam. - mówię mojemu ukochanemu na ucho i wtulam się mocno w jego klatkę piersiową. - Dziękuję za to wszystko. Wybaczysz mi to jak się ostatnio zachowywałem? - głos drży mi kiedy to mówię, bo boję się trochę jego odpowiedzi.
- Jesteś moim aniołkiem, oczywiście, że ci wybaczam. Kocham cię, i tak właściwie wcale nie przeszkadzała mi twoja złość. Przynajmniej wiem, że tobie też mnie brakowało.
               Po chwili wszyscy siadamy w wielkim salonie BamBam'a i zaczynamy rozmawiać. Wszyscy składają mi oczywiście życzenia i śpiewają piosenkę urodzinową. To wszystko jest dla mnie ogromnie przytłaczające, bo nie przywykłem do czegoś takiego, ale daje mi też niesamowitą radość. Największe zdziwienie przychodzi jednak kiedy Jackson mówi, że ma dla mnie prezent. Na prawdę niczego więcej oprócz tego cudownego spotkania się nie spodziewałem. Jak ja mu się za te wszystkie cudowności odwdzięczę?
- Mark. - oznajmia niepewnie jak gdyby bał się tego co się wydarzy. - Chciałbym cię o coś zapytać. - jego słowa sprawiają, że moje serce zaczyna bić w jakimś okropnym rekordowym tempie. To co mówi może oznaczać dwie rzeczy, dobrą albo złą. Chłopak klęka przede mną, a ja nie mogę oddychać, czuję jakby cały świat dookoła przestał istnieć. To takie nieprawdopodobne. - Kocham cię. I wiem, że nie możemy się pobrać, ale to nie znaczy, że nie możesz być moim narzeczonym. Jesteś najlepszym co dostałem od życia. Tak więc... Mark, chcesz zostać ze mną do końca naszych dni?
               Serce jakby przestaje bić w moim ciele. Oddech nie dla mnie znaczenia, nic nie ma dla mnie znaczenia w tym momencie. Spełniło się moje największe marzenie. Stało się coś dzięki czemu już nigdy nie będę sam. Już nigdy nie będę musiał bać się, że ktoś mnie zostawi.
- Tak. - mój szept jest nawet cichszy niż zwykle, ale chłopak dokładnie go słyszy.
               Zwykle wstydzę się okazywać jakoś bardziej odważnie uczucia przy ludziach, ale w tej chwili liczy się tylko on. Najważniejsza osoba w moim życiu. Mój skarb. Który teraz całuje mnie mocno, co sprawia, że rumieniec śmiało wkracza na całą moją bladą twarz.
               Już po chwili na moim palcu dumnie połyskuje złota, cienka obrączka.
.••••.

               Boję się utraty ludzi, którzy mnie otaczają. Boję się, że któregoś dnia obudzę się i nikogo już przymnie nie będzie. Dlatego dar, który dostałem od Jacksona, to najlepsze co mogłem kiedykolwiek dostać. To jak wygrana na loterii, której nigdy się nie spodziewałem

Wspominałem już, że go kocham?

--------------------------------------------------------

*nuci "złote obrączki" 
Ekhem! Dziękuję za tyle wejść pod ostatnim postem jesteście niesamowici, było ich aż 110 ♥
Dajcie znać jak się wam ten cukierkowy rozdział podoba!

niedziela, 13 września 2015

Rozdział (9)

JongJae 2


                 Pamiętam ten okropny szok, niedowierzanie i w końcu ogromny ból, kiedy dowiedziałem się o śmierci rodziców w obozie. Przez pierwszy tydzień żyłem jak we mgle, która za nic nie chciała się przerzedzić, zresztą chyba tego nie chciałem. Codziennie rano wstawałem i wykonywałem swoje obowiązki przez cały dzień jak gdyby nic się nie wydarzyło, jakby ciągle byli przy mnie, ale ich już nie było.
                 Kiedy w pełni odzyskałem jasność życia, było jeszcze gorzej, bo nie czułem już nic prócz bólu, i to nie w jednym miejscu. Był to ból, który błądził po moim ciele.
                 Lubię porównywać moje życie do piosenki, która zaczęła się bardzo spojenie, dzieciństwem, podczas którego nie działo się raczej nic spektakularnego, byłem po prostu przeciętnie szczęśliwym dzieckiem. Potem jest czas smutnej melodii wygrywanej na rozstrojonym fortepianie. Wojna, rodzice, wszystko wydarzyło się tak szybko, musiałem stać się dorosły i odpowiedzialny szybciej niż planowałem. No i koniec, koniec szczęśliwy, nie jakiś skoczny, i do tańca, ale lekka nuta, która sprawia, że na twarzy słuchającego pojawia się nikły uśmiech.
                 Ta ostatnia część to oczywiście zasługa tylko i wyłącznie przyjaciół, którzy są ze mną pomimo wszystko, pomagają mi nieraz mimo, że tego nie chce, uważam, że pomoc nie jest mi potrzebna.

.••••.

- Jae... - o nie... zabiję kiedyś Marka za to na co mnie skazał mnie na mieszkanie pod jednym dachem z moją miłością, nie żeby mi się nie podobało, ale to męczące, bo nie mogę nic z tym zrobić. - Jestem głodny.
- Już wstaję - wzdycham i mocniej wtulam się w poduszkę... jest taka ciepła.
                 On byłby cieplejszy i wygodniejszy, ale cóż... Nie mogę z nim być on jest taki niewinny, młody, jak brat, brat, w którym jestem na zabój zakochany i nie pozwolę aby ktoś zrobił mu krzywdę, a już w szczególności nie pozwolę na to sobie.
                 Po chwili wydaje mi się, że młodszy już wyszedł z pokoju i mam chwilę dla siebie, ale byłoby zbyt pięknie prawda? Czuję ciało chłopaka, które przez kołdrę przylega do mnie szczelnie i mocno przytula. Musze przyznać, że to najcudowniejsze uczucie jakie przeżyłem. Bliskość i bezpieczeństwo, to za razem przytłaczające i cudowne. Chyba zapomniałem jak się oddycha.
- Hyuuung. - mówi Yeom wprost do mojego ucha prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakie emocje o u mnie wywołuje. - Dziękuję, że tak mi pomagasz, jesteś najlepszy.
                 Mam wrażenie, jakby jego uścisk, stał się nawet silniejszy niż wcześniej. Ta błogość i szczęście działają na mnie z taka siłą, że już po chwili czuję się śpiący jeszcze bardziej niż wcześniej. Chciałbym móc już zawsze obok niego zasypiać. Czuć słodki zapach, silne jak na jego wygląd ramiona, słuchać jego oddechu jak życiodajnej melodii, zarezerwowanej tylko dla mojego serca.
- Dla ciebie wszystko – mój na wpół śpiący umysł nie pozwala mi racjonalnie myśleć przez co mówię te słowa, na które normalnie pewnie bym się nie odważył.

.••••.

                 Czuje się taki wyspany. Chyba pierwszy raz odkąd pamiętam nie czuję się wyczerpany i niechętny do życia. Tylko...
                 Otwieram powoli oczy i spoglądam w dół. Na mojej klatce piersiowej śpi najcudowniejszy i najpiękniejszy człowiek jakiego dane mi było oglądać. Czuję się trochę zdenerwowany, ale zaraz przypominam sobie jak on się tu znalazł dziękuję w myślach bogu za tę okazję do podziwiania go i bycia blisko, do tego nie muszę się o nic bać bo on śpi i nie stanie się żadna niezręczna sytuacja. To zdecydowanie mój ulubiony poranek, a raczej popołudnie, bo chyba pospaliśmy trochę za długo.
                 Dopiero burczenie brzucha chłopaka przypomina mi, że rano wspomniał coś o głodzie. Odsuwam się, więc od niego niechętnie i delikatnie a później udaję się do kuchni, aby zrobić jakieś obiado-śniadanie. Decyduję się na sałatkę i kawę, bo w lodówce nie ma cudów, a kawa świetnie nas obudzi. Jak dobrze, że obydwoje mamy dziś wolne.
                 Starając się nie myśleć więcej o chłopaku, bo to dość niebezpieczne, kiedy wykonuje się jakąś pracę. Zabieram się za krojenie warzyw i robienie kanapek do sałatki. Kiedy wszystko jest już gotowe, a na stole ustawiony jest półmisek z jedzeniem postanawiam obudzić chłopaka. Nie mogę pozbyć się myśli o tym, że chciałbym codziennie go tak budzić, robić mu śniadania i patrzeć jak niesamowicie słodko śpi.
                 Niczym dziecko obejmuje poduszkę, na jego twarzy widoczny jest delikatny uśmiech i promienie słońca igrają na niej delikatnie wpadając przez okno. Roztrzepane po poduszce kasztanowe włosy wyglądają tak cudownie, że mam ochotę podejść i go po nich pogłaskać. Akurat tej przyjemności nie muszę sobie odmawiać. Prawda?
                 Na palcach niczym kot podchodzę do rozwalonego na łóżku chłopaka i głaszcząc jego włosy proszę cicho aby wstał, bo zrobiłem śniadanie. Już po niedługiej chwili mogę rozkoszować się jego pięknym zaspanym spojrzeniem i ciemnymi oczyma, skupionymi tylko na mnie. Mogłoby być tak zawsze.

.••••.
                 Wspomniałem kiedyś, że kocham spotkania, ze znajomymi? Odwołuję to. To znaczy kocham ich i jestem ogromnie za wszystko wdzięczny, tylko, że... Oni nam teraz ciągle dogryzają, zawłaszcza Yeomowi, który nawet za bardzo nie wie dlaczego,a to irytuje mnie najbardziej.
- Nie złość się już tak, to tylko zabawa. - mówi w końcu JoonJin widząc jaki naburmuszony jestem przez to co mówi reszta towarzystwa.
- Ale boję się, że przez to wszystko on może się zorientować. - szepczę, upewniając się wcześniej, ze on na pewno tego nie słyszy.
- Spokojnie, myślę, że nawet jeśli się zorientuje nic takiego złego się nie wydarzy.
                 Jasne łatwo jej powiedzieć zawsze była taka odważna.

.••••.

                 Możecie myśleć, że jestem głupi, przez to że nie chce zaryzykować, ale to nie jest takie proste, nawet jeśli będę pewny, że moje uczucie nie wyrządzi żadnych szkód, nie powiem mu o nim. Dlaczego? Ze strachu, nadal bowiem pamiętam moją pierwszą miłość. Byłem wtedy bardzo odważny i postanowiłem być mądrzejszy niż moi koledzy, postanowiłem powiedzieć tej dziewczynie, że ją kocham. I pomimo lat, które już upłynęły nadal czuje tę rysę, którą ona zostawiła na moim sercu swoją reakcją.

                 Była na mnie wściekła za to, że się w niej zakochałem, to wydarzenie dosłownie zniszczyło mój sposób patrzenia na świat. Wtedy był ona bardzo prosty, po prostu robiłem to co kochałem i co wydawało mi się dobre. Teraz każde swoje słowo, gest analizuję, aby być pewnym, że nie popełnię takiego błędu jak wtedy. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~``

No i mamy drugi "dział". Mam nadzieję, że się wam spodoba i zostawicie po sobie jakieś komentarze <3

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział (8)

JB



                  Marzenia to piękna rzecz, która sprawia, że człowiek ma motywację do życia. Kiedyś ja też miałem marzenia. Nie byle jakie, chciałem zostać szanowanym dziennikarzem, który pisząc prawdę o życiu, będzie w pewien sposób pokazywać ludziom prawdę. I kiedy byłem już naprawdę blisko aby to marzenie spełnić, coś poszło nie tak... Bo nagle zabroniono pisać mi prawdy. Gazety, które zawsze kochałem czytać stały się głównym źródłem zakłamania, fałszu i propagandy. Poczułem się jakby ktoś nagle wyrwał mnie z pięknego snu.                                    Oszukany, samotny, bez szansy na realizację moich celów, moich marzeń...
Byłem redaktorem naczelnym w jednym z Seulskich dzienników informacyjnych, i mimo że nie mogłem się jakoś artystycznie wyżyć w tego typu artykułach byłem szczęśliwy jak nigdy wcześniej, bo moje marzenia spełniały się powoli na moich oczach.
                  Jeśli myślicie, że po skończeniu pracy w tamtym wydawnictwie poddałem się i skończyłem moją przygodę w tym zawodzie to mylicie się. Byłem jeszcze bardziej zdeterminowany aby pokazać ludziom prawdę, bo prawda była okropna i przez wielu ignorowana. Poprosiłem więc mojego przyjaciela o przysługę, i tak stworzyliśmy własną podziemną gazetę. Dosłownie pod ziemią, bo drukowaliśmy w piwnicy jego domu, na obrzeżach miasta. Mimo, że nie mogliśmy jej reklamować bardzo szybko zyskała rozgłos, a ludzie przekazali ją sobie potajemnie na spotkaniach.
                  Wtedy zdałem sobie sprawę z ważnej rzeczy, że tak naprawdę nie wiemy o czym marzymy. Wydaje nam się, że chcemy sławy i okładek w gazetach, a potem dzieje się coś zupełnie innego, a mimo wszystko wywołuje radość.
Teraz myślę, że spełniam swoje marzenie tu, pod ziemią.

.○○○○.
                  Czasem w takich chwilach jak ta czuję się naprawdę samotny, bo niby mam siedmioro najwierniejszych przyjaciół na świcie, a mimo wszystko nikt nie woła mnie rano abym wstał. Wiem, że mnie kochają, a ja ich, ale mimo wszystko nie mogą mówić mi dobranoc przed snem, nie zawsze mogą przytulic kiedy wszystko idzie nie tak i czuję się wrakiem człowieka, ze smutną masą zamiast duszy. Uświadomiłem sobie niedawno, że może nie jestem samotny, ale przez większość czasu jestem sam. To naprawdę dobijające zwłaszcza, że wokół mnie jest tyle par. Czasem wydaje mi się, że może to wojna sprawiła, że ludzie nagle są odważni i łączą się w pary. Sam nie wiem, ale mam nadzieje, że wytrwają przy sobie i nigdy nie się nie poddadzą, nikt nie zostawi ich bez słowa, bo wbrew pozorom to gorsze niż każda kłótnia
                  Mógłbym udzielać ludziom mnóstwa rad, a tak naprawdę sam ze sobą nie potrafię się pogodzić i to od dawna. Bo co bym nie zrobił targają mną okropne wyrzuty sumienia, martwię się czy aby na pewno zrobiłem dobrze, mimo że jest to tak błaha sprawa jak na przykład ugotowanie zupy na obiad dla większej liczy osób niż ja. Nawet w tak prostym i codziennym geście znajdę mnóstwo rzeczy, o które mógłbym się martwić.
                  To nie normalne i niezbyt zdrowe, ale niestety taki już jestem. Czasem myślę, że być może dlatego jestem sam, bo nikt tak naprawdę nie może ze mną wytrzymać i mnie zrozumieć.
                  Dziś po południu ma się stać to czego zawsze wyczekuję z niecierpliwością i uśmiechem twarzy, którego w żaden sposób nie mogę się pozbyć. Być może dla innych takie zwykłe towarzyskie spotkanie jest czymś normalnym, ale nie dla nas, dlatego cieszę się i dziękuję za każdy moment spędzony w towarzystwie tych niesamowitych ludzi, nie ma nic piękniejszego niż patrzenie na ich szczęście, miłość to, że jesteśmy razem mimo tak wielkich przeciwności, które dla niektórych były by nie do pokonania, ale nie dla nas.

.○○○○.

- W końcu, okropnie się stęskniłam. - głos JoonJin i jej uścisk wokół mojego pasa sprawia, że cieszę się nawet bardziej niż rano kiedy prawie śpiewałem na myśl o spotkaniu.
                  Żebyście nie myśleli, że się zakochałem czy coś po prostu najbardziej szczera i kochana osoba jaką kiedykolwiek poznałem. Bez skrupułów wytknie ci, że ubrałeś się jak skończony idiota, ale zawsze pochwali i będzie się cieszyć razem z tobą kiedy coś ci się uda. W życiu tacy ludzie są bardzo potrzebni, którzy nie tylko będą cię głaskać po głowie, i mówić że nic się stało, tak naprawdę bardziej docenia się często tych którzy sprzedadzą ci cios prosto w policzek, byle tylko przypomnieć ci, że robisz coś źle. Prawda jest taka, że oni naprawdę troszczą się o ciebie, nawet jeśli na początku jesteś zły, bo wtrącają się w twoje życie.
- JB, ten kolega, o którym niedawno rozmawialiśmy, dał mi zdjęcie, abyś mógł dodać je do swojej gazety! - cieszy się Yugyeom a ja kątem oka zauważam zirytowane spojrzenie JongJae, na słowo kolega. Jest niby taki zazdrosny a nic z tym nie zrobi.
- Dziękuję, numer ze zdjęciem na pewno szybko się sprzeda, większość takich podziemnych pism, nie ma dostępu do takiej technologii zbyt często. - uśmiecham się starając się, aby swoim spojrzeniem i mimiką przekazać mu jak najwięcej swojej wdzięczności.
                  Nie jestem zbyt dobry w pokazywaniu uczuć, a już na pewno nie lubię o nich mówić to dla mnie takie żenujące i źle się z tym czuję. Pamiętam, że kiedy byłem mały moje rodzeństwo zawsze miało pretensje i żaliło się mamie, że ich nie kocham, a prawda jest taka, że byli dla mnie ważniejsi niż wszystko inne, tylko im o tym nie mówiłem, i udawałem zimnego. Właśnie dlatego też jestem wdzięczny mojej drugiej rodzinie, z którą u jestem, bo zaakceptowali to, i nawet nauczyli się trochę czytać moje emocje. To wiele znaczy, bo chyba nawet mama nigdy do końca tego nie zrobiła. Uważała mnie po prostu za oschłe dziecko, jednak kochała mimo wszystko, jak to mama.
.○○○○.

                  Wielu ludzi mówi, że chciałby wrócić do czasu szkoły i beztroskiego życia, ale nie ja. Nigdy nie miałem takiego pragnienia. Być może to wynika z tego, że praca i ciągłe myślenie o zagrożeniu sprawia, że nie mam czasu myśleć o niczym innym, a to z kolei sprawia, że nie mam czasu na zamartwianie się.
                  Ale z drugiej strony nie chciałem też nigdy dorastać, bo dorosłość kojarzy mi się właśnie z samotnością i smutkiem, obowiązkami. A ja nie lubię obowiązków.

                  Pisanie, mimo że jest moją pracą nie jest dla mnie obowiązkiem, bo to kocham. Teraz myślę, że może to jest klucz do szczęścia, którego tak bardzo wszyscy szukamy. Zamienić obowiązek w hobby. Sprawić, że coś co musimy robić by przeżyć stanie się naszym szczęściem. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Dziś tak bardziej filozoficznie i z małą ilością dialogów, ale mam nadzieję, że się spodoba!
MIAŁAM WENĘ JAK PISAŁAM. OK.
Jestem żebrakiem i chce komentarze! ♥

piątek, 4 września 2015

Rozdział (7)

BamBam


                Zawsze lubiłem wzbudzać w ludziach współczucie. Zwykle świetnie mi to wychodziło, bo spójrzcie tylko na moją twarz, nieco dziecinna, zazwyczaj lekko zarumieniona. Życie dzięki temu było dla mnie o wiele prostsze. Jednak oprócz mojego wyglądu była jeszcze jedna rzecz... pieniądze. Zawsze miałem ich po dostatkiem, bo rodzice prowadzili firmę. Nie lubiłem jednak z tego korzystać, one nawet nie były moje.
               Do pewnego czasu nawet moi najbliżsi przyjaciele nie wiedzieli czyim jestem synem i jaki jest mój majątek, bałem się, że mogliby mnie przez to traktować jakoś inaczej. Szybko jednak zdałem sobie sprawę z tego, iż nie są oni takimi ludźmi, i chyba bardziej bali się, że ja będę jakiś inny przez moje pieniądze.
               To właśnie w nich kocham, nie ważne w co wierzysz, kogo kochasz i jak bogaty jesteś ważne jest tylko to jakim jesteś człowiekiem i czy jesteś dobry.

.○○○○.
               Nienawidzę słońca, przyprawia mnie zawsze o okropny ból głowy. Słoneczne dni zawsze nazywam tymi "brzydkimi" a kiedy pada deszcz, lub jest wietrzenie i pochmurno cieszę się z "ładnej pogody". To dziwne, ale już od małego tak mam. Światło sprawia, że czuję niebezpieczeństwo, a w ciemności czuję się bardzo bezpiecznie. Nie wiem czy wielu ludzi tak ma, ale jeszcze takiego nie spotkałem.
               Czasem wyobrażam sobie, że opiekuję się mną jakiś piękny demon i wtedy czuję, że nic nie może mi się stać i wszystko co złe, jest daleko ode mnie. Kiedy czasem o tym myślę śmieję się sam z siebie, bo to przecież takie absurdalne. Mimo wszystko nie zamierzam nic zmieniać skoro tak jest idealnie.
- Bam! - krzyczy mama z pokoju obok. - Jeśli zaraz nie wyjdziesz spóźnisz się do szkoły!
               No tak ja w przeciwieństwie do większości dzięki układom rodziców nadal mogę się uczyć. Niby powinienem się cieszyć, ale kiedy widzę smutnego Yugyeoma opowiadającego o kolejnym dniu w szpitalu czuję się jakbym robił coś złego, bo to on powinien uczyć się i pomagać ludziom. Prawda jest taka, że uczęszczam na te zajęcia tylko z przyzwyczajenia i przymusu rodziców, gdyby nie oni chętnie oddałbym Młodemu swoje miejsce.
               Mama odkąd pamiętam mówi do mnie „Bam”, podobno dlatego, że byłem ogromnym rozrabiaką i wszystko czego się dotknąłem robiło „bam!” kiedy rzucałem daną rzeczą po pomieszczeniu. Przyjęło się to na tyle, że w podziemiu mój pseudonim brzmi BamBam, tak zresztą mówią do mnie przyjaciele. Właśnie...
- Mamo dziś po szkole idę na spotkanie, wrócę przed godzina policyjną, nie martw się będę bezpieczny. - muszę zawrzeć wszystkie te informacje w jednym zdaniu, bo inaczej rozmawialibyśmy długo tak naprawdę o niczym, a mam zadawałaby mnóstwo pytań, oczywiście się martwiąc.

.○○○○.

               Miłość rośnie wokół nas... Jakim cudem Młody jeszcze nie zorientował się, że JongJae coś do niego ma? Przecież to widać na pierwszy rzut okiem, albo po prostu jestem taki spostrzegawczy, w sumie zawsze potrafiłem dobrze wyczuwać ludzkie emocje. Swoją drogą, ta akcja Marka, ze wspólnym mieszkaniem była epicka, nie sądziłem, że ten spokojny chłopak może być taki przebiegły i wygadany. To niby mój przyjaciel i zrobiłbym dla niego wszystko, ale nie znam go zbyt dobrze, przez to, że prawie się nie odzywa. Albo wyręcza się Jacksonem, który mówi za niego.
- Jackson? - zagaduję korzystając z okazji, że Mark na sekundę odsunął się od swojego chłopaka – Za niedługo są urodziny twojego Marka, i pomyślałem, że moglibyśmy urządzić je u mnie w domu, przynajmniej policja by nie węszyła...
               Kolejny przywilej uzyskany tylko i wyłącznie za sprawą moich rodziców i ich pokaźnej sumy wpłaconej na konto policji. Okropnie czuję się z tym, że z tego korzystam, ale w tej sytuacji to bardzo pomocne.
- Nie wiem... chciałbym zrobić mu jakąś niespodziankę, ale nie chce cię wykorzystywać. - oznajmia poważnie co nie pasuje do jego codziennej postawy, wiecznie uśmiechniętego wariata.
- Gdyby to był dla mnie jakiś problem, nie zaproponowałbym ci tego uwierz. Po prostu przyjdźcie we dwójkę w dzień jego urodzin do mnie, ja zajmę się resztą. - uśmiecham się promiennie i zauważam, że Mark się do nas zbliża, więc od razu zaprzestaję rozmowy z Jacksonem.
- O czym rozmawiacie? - pyta cicho jak to on, Mark.
               Jego chłopak może się ze mną nie zgadzać, ale moim zdaniem Mark jest strasznie zazdrosny zwłaszcza jeśli chodzi o mnie. Nie wiem czy wynika to z jego niskiej samooceny czy tego, że jestem dość blisko z Jacksonem, ale zawsze staram się nie dawać mu powodów do zazdrości.
- Śmiejemy się z Jongjae i jego zachwiania, jest taki śmieszny kiedy denerwuje się przy Yugyeomie. - chłopak najwyraźniej mi wierzy bo zaczyna śmiać się razem ze mną, oczywiście jego śmiech jest raczej nie słyszalny i ogranicza się do ukazania jego białych ząbków i wygięciu ust.
               On zawsze był taki skąpy w okazywaniu uczuć.

.○○○○.

               Szkoła to miejsce, w którym pod żadnym pozorem nie mogę być sobą, nawet nie mogę wykorzystywać swoich wpływów. T miejsce gdzie uczą się ludzie o wiele ważniejsi niż ja. Gdyby ktoś dowiedział się jakich mam znajomych, albo dowiedział się, że nie jestem taki jak oni, zepsute dzieciaki z bogatych domów. Wtedy ucierpiał bym nie tylko ja, ale także wszyscy w jakiś sposób ze mną związani.
               Dlatego nie mam tu żadnych znajomych, chyba nawet nie rozmawiam za dużo z ludźmi, brzydzę się tym, że nic nie robią z zachowaniem swojej najbliższej rodziny, bo kto jak kto, ale oni mają najwięcej do powiedzenia. Zawsze to co powie najbliższa rodzina jest cenniejsze niż słowa nawet setki obcych.
               Wchodząc do domu czuję się dziwnie, jakbym został wypuszczony z jakiegoś więzienia, a to przecież tylko nauka i wiele ludzi, których bardzo nie lubię. Ale bez przesady w zasadzie żadna krzywda mi się tam nie dzieje, tak myślę...

.○○○○.

               Zbliża się kolejna kolacja z wspólnikami rodziców, biorą mnie tam tylko po to abym odwracał uwagę tych ludzi od tego co dokładnie mówią moi ,,wspaniali” rodzice. To trochę nie sprawiedliwe, ale nie mi oceniać. Muszę się tylko uśmiechać i miło potakiwać, a będzie dobrze.
- Kochanie przepraszam, ale nie chcemy aby ci ludzie w zły sposób wykołowywali naszą działalność, a delikatne odwrócenie uwagi może temu zapobiec.

               Nie wiem dlaczego, ale uspokaja mnie to, że nie robią tego dla złych celów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Krótko i trochę zagmatwane, ale wybaczcie mi, SZKOŁA!
JAK ZAWSZE PROSZĘ O KOMENTARZE! 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział (6)

Mark


               Było mi naprawdę źle? Nie. Ja ledwo poczułem skutki wojny. Oczywiście najpierw straciłem rodziców, ale potem żyłem jakby w bańce mydlanej, której ktoś nie pozwalał pęknąć. On nigdy nie pozwoliłby abym cierpiał. Miałem czasem wrażenie, że on nie zdaje sobie sprawy z tego, że ja wiem co się dookoła mnie dzieje. Wiem, że zrezygnował z ucieczki do Stanów ze względu na mnie, i mimo że później miałem wyrzuty sumienia, to nie chciałem go przekonywać aby mnie zostawił.
               Te teksty typu „Nie mogę bez ciebie żyć jesteś moim powietrzem”, są waszym zdaniem przereklamowane? Być może jeszcze tego nie poczułeś. Moja każda myśl odkąd go poznałem była choć w części o nim. Kiedy decydowałem o tym co będę jeść na śniadanie zastanawiałem się co on by na to powiedział.
               Nawet wtedy kiedy jeszcze tak mało go znałem, kiedy był u nas w domu dziecka wolontariuszem. Tęskniłem za każdym jego uśmiechem, pocieszającym słowem, żartami, nastroszonymi w każdą stronę włosami (których swoją drogą zawsze chciałem dotknąć) i oczywiście tęskniłem za jego śmiesznymi ubraniami, które chyba rzeczywiście mu się podobały.

.○○○○.

- Jackson? - pytam tak cicho jakbym obawiał się, że rozzłoszczę go tym, ale tak naprawdę to chyba niemożliwe.
- Tak, kochanie?
- JongJae hyung zakochał się w Yugyeomie? - to wylatuje z mojej buzi zanim zdążę pomyśleć czy dobrze robię, że mówię mu o moich spostrzeżeniach, jednak przypominam sobie, że jemu mogę powiedzieć o wszystkim.
- Zauważyłeś? - posyła mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów na ziemi. - Myślę, że tak, ale boi się mu o tym powiedzieć, to smutne, bo pasują do siebie. Eh, nie mam pojęcia, jak do niego przemówić, twierdzi, że Yeom jest jeszcze za młody.
- W końcu może być za późno. - mój szept jest głośny, za głośny jak na słowa, które mówię.
               Na moich słowach temat się kończy, bo Jackson słysząc ten nie pasujący do mnie pesymizm już nic nie mówi tylko wtula w siebie moje ciało, co bardzo mi się podoba. Kocham czuć jego bliskość, sprawia, że już się nie denerwuje i cała niepewność ze mnie uchodzi.
               To jest właśnie to trzymanie mnie pod kloszem, jak tylko schodzimy na trudny temat robi coś aby odwrócić moją uwagę. Zwykle przytula, albo całuje. Kocham go, ale już naprawdę nie jestem dzieckiem, czasem muszę porozmawiać o nurtujących mnie sprawach, wtedy zwykle mówię mu o tym i ostatecznie zgadza się na rozmowę.
               W sumie rozumiem go, kiedy się poznaliśmy miałem w końcu tylko piętnaście lat. Dlatego traktuje mnie tak a nie inaczej, dla niego chyba przestałem rosnąć.
- Kocham cię. - muska moje usta a potem podnosi się do siadu. - Muszę iść do sklepu. Spokojnie poradzę sobie, mam tu dobrą znajomą. - szybko mnie uspokaja wiedząc, że jestem zdenerwowany za każdym razem kiedy trzeba wyjść z naszej kryjówki.
- Wróć do mnie szybko.
.○○○○.

               Siedząc wtulony Jacksona, na naszym typowym spotkaniu z przyjaciółmi, tylko przelotnie słyszę wszystkie rozmowy, które często dotyczą tego, że to niezdrowe być tak blisko jak my. Normalnie bym się zdenerwował, ale wiem, ze oni tylko żartują. Całą swoją uwagę skupiłem na JongJae i Yugyeomie siedzieli jak zwykle blisko siebie, ale widać było, że ten pierwszy nie czuje się z tym zbyt komfortowo. Chciałbym coś zrobić, ale nie mam pojęcia jak im pomóc.
- Czemu jesteś dziś taki cichy Mark? - pyta w końcu z troską JB.
- Po prostu myślę. - odpowiadam z uśmiechem.
               Czuję na sobie wzrok Jacksona, który pewnie zastanawia się teraz czy coś się stało, ale ja nie zamierzam mu nic tłumaczyć, jestem dorosły. To czasem taki męczące, ta cała jego troska. Wiem, że powinienem się cieszyć i tak oczywiście jest, ale bez przesady.
- Yeom, mówiłeś coś ostatnio, że chcesz się wyprowadzić od rodziców, rozmyśliłeś się? - już wiem jak ich podejść, żeby przyznali się do tego co czują i nie zamierzam odpuścić.
- Emm... Szukałem już czegoś, ale mieszkania są bardzo drogie a ja nie ma mam nikogo, z kim mógłbym je dzielić. No i to trudne w obecnych czasach znaleźć dobrego współlokatora. - wyznaje, a ja w duchu się z nim zgadzam.
- A JongJae? Ty mieszkasz sam, mógłbyś mieć współlokatora dopóki Yugyeom nie znajdzie czegoś lepszego. - od początku chciałem to powiedzieć, jakoś ich do siebie popchnąć.
- To świetny pomysł! Już nie musiałbym narażać rodziców! Pomożesz mi? - jego ucieszony wzrok i pytanie w oczach, sprawia, że nasz muzyk się mocno rumieni...
- Wiesz... musiałbyś się przyzwyczaić... mieszkanie ze mną jest dość męczące... - próbuje się wycofać bo boi się swoich uczuć, w sumie to nawet mu współczuję, ale chce żeby był szczęśliwy.
- Nie będzie na pewno, aż tak źle. Mieszkałem z nim przez chwilę, jest wkurzający, ale można się przyzwyczaić.- Jackson zorientował się co planuję i najwidoczniej chce mi pomóc.
- Tak się cieszę! Dziękuję! - Yugyeom rzuca się na szyje zdziwionemu chłopakowi, a jestem z siebie ogromnie zadowolony.
               Mam nadzieję, że teraz z moją małą pomocą się im uda. Zasługują na jak największe szczęście.

.○○○○.

- Nie wiedziałem, że mam takiego podstępnego chłopaka. Mną też tak manipulujesz? - pyta mój ukochany kiedy już leżymy w nocy w łóżku.
-Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. - zdaje sobie sprawę z tego, że żartował, ale to dobra okazja na takie wyznanie.
               Zawsze pokazuje mu swoje uczucia kiedy tylko mam ku temu okazję, bo wiem, że kiedyś mogę rano nie powiedzieć mu „kocham cię” a potem żałować tego całe życie. Tak właśnie działa wojna, nigdy nie wiesz kiedy widzisz kogoś po raz ostatni. To męczące i okropne, ale sprawia, że bardziej doceniasz pewne rzeczy, dzięki temu nauczyłem się cieszyć każdym momentem.

               Mam nadzieję, że następnym razem kiedy spotkam przyjaciół zobaczę, że Yeom i Jae też to zauważyli.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Rozdział mi się nie podoba, ale mam nadzieję, że nie zepsułam go aż tak.
Proszę o komentarze, bo nie wiem czy piszę dla kogoś czy nikt tego nie czyta.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział (5)

JongJae


                  Lubicie muzykę? Jeśli nie to pewnie, nie zrozumiecie mnie w wielu kwestiach. Ja kocham muzykę. Kiedy moje struny głosowe drgają podczas śpiewania czuję, że żyję, i właśnie tak powinno wyglądać moje życie. Jeśli do tego dodam palce, które gładko przesuwają się po klawiszach fortepianu. Te dwa dźwięki, mój głos i fortepian potrafią uczynić mnie szczęśliwym na bardzo długo.
                  Codziennie wieczorem modlę się do Boga dziękując za mój głos, za to, że mogę się spełniać w swojej pasji. Bo gdyby coś stało się z moim gardłem, chyba nie potrafiłbym dłużej żyć...
                  to dla mnie oderwanie do rzeczywistości, od świata w którym żyjemy. Jestem tylko ja i instrument, na którym gram. Razem potrafimy stworzyć dzieło, skłonić drugiego człowieka do płaczu, lub uśmiechu. Dwa zmysły, słuch i mowa. Ma je każdy, ale tak na prawdę nie każdy potrafi się nimi posługiwać. A niektórzy nie mogą...

.○○○○.

                  Mieszkam sam, tak naprawdę to żyję sam, nie mam nikogo bliskiego. Moja najbliższa rodzina została zamordowana. Minęło już sporo czasu od tego wydarzenia, mówię o tym ze spokojem, bo po części już pogodziłem się z tą stratą mimo, że zawsze będę za nimi tęsknił, to nie mogę użalać się nad sobą do końca życia, oni by tego nie chcieli. Ale mieszkanie samemu ma też plusy, jak to, że w tym tygodniu mogą zamieszkać u mnie Jackson i Mark.
                  Gdybym mieszkał z rodzicami bałbym się ich narażać, po za tym nie miałbym miejsca, a tak mogę im pomóc chociaż tak. No i oczywiście mogę spędzić z nimi więcej czasu. Bo nawet jeśli mdli mnie od tych czułości, to wciąż moja jedyna rodzina, są dla mnie jak bracia, zresztą tak samo jak reszta.
- Jae... - słyszę głos Marka, który jak najdelikatniej tylko może przerywa mi grę na pianinie – Mogę zrobić sobie herbaty? Jackson dopiero poszedł na zakupy, a mi chce się pić.
- Oczywiście, że możesz, nie potrzebnie pytasz. - mówię, z szerokim uśmiechem na ustach, bo Mark jest taki słodki. - Jest w szafce nad zlewem.
- Dziękuję bardzo. - oznajmia cicho i wychodzi.
                  Zazdroszczę Jacksonowi takiej miłości. Tego, że ma się o kogo troszczyć i do kogo wracać. Że jego miłość nie jest okropna jak niektóre z dziewczyn JB, których nigdy nie lubiłem, bo nie robiły nic oprócz ślinienia się na widok przystojnego chłopaka. Zazdroszczę mu tej stałości w życiu, pomimo że tak naprawdę nie powinien jej teraz mieć. Nie wiem jak to nazwać, ale tak naprawdę nigdy nie robiło mi wielkiej różnicy to czy podoba mi się chłopak czy dziewczyna*. Wiem, że dla otoczenia to było złe, chore. Ale ja od zawsze wiedziałem, że płeć nie ma dla mnie znaczenia, liczy się tylko miłość.
                  Kiedy zaczynam odczuwać ból w rękach przerywam grę. Wiem, że nie wolno mi grać aż tak długo, bo w końcu zniszczę swoje kości tak, że już nigdy nie zagram. Ale to naprawdę czasem jest silniejsze ode mnie. Kiedy jestem smutny to gram, zresztą kiedy odczuwam inne silne emocje, też gram. A ponieważ zazwyczaj nie mam z kim porozmawiać o tym co dzieje się wokół mnie, pianino stało się moim największym przyjacielem. Nie umniejszając oczywiście tego, że mam siedmioosobową rodzinę, która kocham i to również moi przyjaciele.
- Jae? - tym razem do mojego pokoju wchodzi Jackson, który wcale nie stara się zachowywać cicho – Zrobiłem obiad, zostaw na chwilę swoją dziewczynę i choć zjeść.
                  Mówiąc o dziewczynie ma oczywiście na myśli moje pianino. Śmieje się tylko na jego słowa i idę za nim do mojej kuchni. Stoi w niej mały stolik, który jest w stanie pomieścić cztery osoby, jak dla nas jest idealny.
- Ty w ogóle jesz, kiedy jesteś sam w domu? - pyta śmiejąc się nadal Jackson.
- Nie. - odpowiadam, specjalnie siląc się na poważny ton i niewzruszoną mimikę twarzy.
Po chwili milczenia, kiedy chłopaki zdają sobie sprawę z tego, że żartuję wybuchamy głośnym śmiechem. Trzeba przyznać, że dawno się tak szczerze nie śmiałem. Życie obecnie jest zbyt smutne, żeby śmiać się z niczego. A jednak, Jackson jest idealnym przykładem na to, ze można, jeśli się tylko chce. To chyba najbardziej pozytywna osoba w całej naszej grupie, mimo że zwykle ma najtrudniej.
- Dziś po południu mamy spotkać się z resztą. - oznajmiam wesoło.
- Stęskniłem się za wszystkimi. - mówi Mark jak zwykle nieśmiało i pod nosem.

.○○○○.

                  Uśmiechy bliskich osób są bardziej wartościowe niż złoto. Uśmiechy bliskich osób sprawiają, że czujesz się szczęśliwszy niż gdybyś sam się uśmiechał. Nie ma nic piękniejszego niż my wszyscy, razem.                                   Rozumiejąc się bez słów, śmiejąc się i żartując, mimo że za oknem wybucha kolejna bomba, i umiera kolejny człowiek. Bo kiedy jesteśmy razem nic nie jest nam straszne.
                  Czasem czuję się jak matka. Zwłaszcza jeśli w moim towarzystwie pojawi się Yugyeom. Tak właściwie to tylko wtedy. On jest taki młody i niewinny, patrząc na niego odczuwam tak silne emocje, że mam ochotę tulić go w ramionach i nigdy nie puszczać. To nie sprawiedliwe, bo nasza para, Mark i Jackson naprawdę tak może. A ja nie. Bo ja jestem zbyt nieśmiały. A on zdecydowanie zbyt młody.
- O czym tak myślisz hyung? Coś się stało? - jego głos przy moim uchu to zdecydowanie zbyt dużo. Wspominałem już, że lubię tego dzieciaka?
- Zastanawiam się czy spotkam kiedyś miłość. - odpowiadam prosto z mostu, bo wiem, że on i tak ię nie domyśli, a mógłby wyczuć, że kłamie.
- Nie zastanawiaj się czy spotkasz miłość. Zanim się obejrzysz miłość spotka ciebie, zobaczysz! - jego uśmiech.
Kiedy kończy swoją wypowiedź przytula się mocno do mojego boku, a ja nie potrafię go odtrącić, nawet jeśli jego dotyk w pewien sposób pali i jest niewygodny, to wciąż jest mi przyjemnie.

.○○○○.

                  Tego wieczoru jestem naprawdę roztrzepany. Ciągle coś wypada mi z rąk i nie mogę znaleźć sobie miejsca. A wszystko to dlatego, że parę godzin temu zorientowałem się, że spotkałem miłość, a potem rozminąłem się z nią bo mnie nie zauważyła.
- Jae... - jak widać Jack już nie może znieść mojego melancholijnego nastroju, gdyby tylko wiedział... - powinieneś powiedzieć Yeom'owi, że ci się podoba.
Przysięgam, że gdybym właśnie coś pił, to bym to wypluł. Skąd on wie?!
- C-co? O czym ty mówisz? - próbuję jeszcze ratować sytuację, ale prawda jest taka, że jak on się uprze to nic już nie pomoże.
- Bo widzisz, wszyscy oprócz niego się już zorientowali. - mówi, odważnie jak na niego Mark.
- Ale on się nie zorientował. I lepiej niech tak zostanie. - przyznaje się w końcu.
- Ale dlaczego?
- Jest jeszcze taki młody. - prawie szepczę te słowa.
- Szanuję twoją decyzję, ale żebyś za późno nie zorientował się, że on uciekł ci sprzed nosa, pamiętaj, że trwa wojna. I nic na to nie poradzimy.
Cholera. Jackson chyba ma rację.



*Wtedy jeszcze nie było takch pojęć jak "bisksualny" dlatego JongJae nie wie jak nazwać swoje uczucia.

`````````````````````````````````````````````````

Tak trochę krótko i dziwnie, ale tak to czułam, więc już nie nie zmieniam. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba!
Bardzo proszę o zostawienie po sobie komentarza, choćby najkrótszego. ♥

Obserwatorzy