Mark
Było
mi naprawdę źle? Nie. Ja ledwo poczułem skutki wojny. Oczywiście
najpierw straciłem rodziców, ale potem żyłem jakby w bańce
mydlanej, której ktoś nie pozwalał pęknąć. On nigdy nie
pozwoliłby abym cierpiał. Miałem czasem wrażenie, że on nie
zdaje sobie sprawy z tego, że ja wiem co się dookoła mnie dzieje.
Wiem, że zrezygnował z ucieczki do Stanów ze względu na mnie, i
mimo że później miałem wyrzuty sumienia, to nie chciałem go
przekonywać aby mnie zostawił.
Te
teksty typu „Nie mogę bez ciebie żyć jesteś moim powietrzem”,
są waszym zdaniem przereklamowane? Być może jeszcze tego nie
poczułeś. Moja każda myśl odkąd go poznałem była choć w
części o nim. Kiedy decydowałem o tym co będę jeść na
śniadanie zastanawiałem się co on by na to powiedział.
Nawet
wtedy kiedy jeszcze tak mało go znałem, kiedy był u nas w domu
dziecka wolontariuszem. Tęskniłem za każdym jego uśmiechem,
pocieszającym słowem, żartami, nastroszonymi w każdą stronę
włosami (których swoją drogą zawsze chciałem dotknąć) i
oczywiście tęskniłem za jego śmiesznymi ubraniami, które chyba
rzeczywiście mu się podobały.
.○○○○.
-
Jackson? - pytam tak cicho jakbym obawiał się, że rozzłoszczę go
tym, ale tak naprawdę to chyba niemożliwe.
-
Tak, kochanie?
-
JongJae hyung zakochał się w Yugyeomie? - to wylatuje z mojej buzi
zanim zdążę pomyśleć czy dobrze robię, że mówię mu o moich
spostrzeżeniach, jednak przypominam sobie, że jemu mogę powiedzieć
o wszystkim.
-
Zauważyłeś? - posyła mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów na
ziemi. - Myślę, że tak, ale boi się mu o tym powiedzieć, to
smutne, bo pasują do siebie. Eh, nie mam pojęcia, jak do niego
przemówić, twierdzi, że Yeom jest jeszcze za młody.
-
W końcu może być za późno. - mój szept jest głośny, za głośny
jak na słowa, które mówię.
Na
moich słowach temat się kończy, bo Jackson słysząc ten nie
pasujący do mnie pesymizm już nic nie mówi tylko wtula w siebie
moje ciało, co bardzo mi się podoba. Kocham czuć jego bliskość,
sprawia, że już się nie denerwuje i cała niepewność ze mnie
uchodzi.
To
jest właśnie to trzymanie mnie pod kloszem, jak tylko schodzimy na
trudny temat robi coś aby odwrócić moją uwagę. Zwykle przytula,
albo całuje. Kocham go, ale już naprawdę nie jestem dzieckiem,
czasem muszę porozmawiać o nurtujących mnie sprawach, wtedy zwykle
mówię mu o tym i ostatecznie zgadza się na rozmowę.
W
sumie rozumiem go, kiedy się poznaliśmy miałem w końcu tylko
piętnaście lat. Dlatego traktuje mnie tak a nie inaczej, dla niego
chyba przestałem rosnąć.
-
Kocham cię. - muska moje usta a potem podnosi się do siadu. - Muszę
iść do sklepu. Spokojnie poradzę sobie, mam tu dobrą znajomą. -
szybko mnie uspokaja wiedząc, że jestem zdenerwowany za każdym
razem kiedy trzeba wyjść z naszej kryjówki.
-
Wróć do mnie szybko.
.○○○○.
Siedząc
wtulony Jacksona, na naszym typowym spotkaniu z przyjaciółmi, tylko
przelotnie słyszę wszystkie rozmowy, które często dotyczą tego,
że to niezdrowe być tak blisko jak my. Normalnie bym się
zdenerwował, ale wiem, ze oni tylko żartują. Całą swoją uwagę
skupiłem na JongJae i Yugyeomie siedzieli jak zwykle blisko siebie,
ale widać było, że ten pierwszy nie czuje się z tym zbyt
komfortowo. Chciałbym coś zrobić, ale nie mam pojęcia jak im
pomóc.
-
Czemu jesteś dziś taki cichy Mark? - pyta w końcu z troską JB.
-
Po prostu myślę. - odpowiadam z uśmiechem.
Czuję
na sobie wzrok Jacksona, który pewnie zastanawia się teraz czy coś
się stało, ale ja nie zamierzam mu nic tłumaczyć, jestem dorosły.
To czasem taki męczące, ta cała jego troska. Wiem, że powinienem
się cieszyć i tak oczywiście jest, ale bez przesady.
-
Yeom, mówiłeś coś ostatnio, że chcesz się wyprowadzić od
rodziców, rozmyśliłeś się? - już wiem jak ich podejść, żeby
przyznali się do tego co czują i nie zamierzam odpuścić.
-
Emm... Szukałem już czegoś, ale mieszkania są bardzo drogie a ja
nie ma mam nikogo, z kim mógłbym je dzielić. No i to trudne w
obecnych czasach znaleźć dobrego współlokatora. - wyznaje, a ja w
duchu się z nim zgadzam.
-
A JongJae? Ty mieszkasz sam, mógłbyś mieć współlokatora dopóki
Yugyeom nie znajdzie czegoś lepszego. - od początku chciałem to
powiedzieć, jakoś ich do siebie popchnąć.
-
To świetny pomysł! Już nie musiałbym narażać rodziców!
Pomożesz mi? - jego ucieszony wzrok i pytanie w oczach, sprawia, że
nasz muzyk się mocno rumieni...
-
Wiesz... musiałbyś się przyzwyczaić... mieszkanie ze mną jest
dość męczące... - próbuje się wycofać bo boi się swoich
uczuć, w sumie to nawet mu współczuję, ale chce żeby był
szczęśliwy.
-
Nie będzie na pewno, aż tak źle. Mieszkałem z nim przez chwilę,
jest wkurzający, ale można się przyzwyczaić.- Jackson zorientował
się co planuję i najwidoczniej chce mi pomóc.
-
Tak się cieszę! Dziękuję! - Yugyeom rzuca się na szyje
zdziwionemu chłopakowi, a jestem z siebie ogromnie zadowolony.
Mam
nadzieję, że teraz z moją małą pomocą się im uda. Zasługują
na jak największe szczęście.
.○○○○.
-
Nie wiedziałem, że mam takiego podstępnego chłopaka. Mną też
tak manipulujesz? - pyta mój ukochany kiedy już leżymy w nocy w
łóżku.
-Nigdy
bym ci czegoś takiego nie zrobił. - zdaje sobie sprawę z tego, że
żartował, ale to dobra okazja na takie wyznanie.
Zawsze
pokazuje mu swoje uczucia kiedy tylko mam ku temu okazję, bo wiem,
że kiedyś mogę rano nie powiedzieć mu „kocham cię” a potem
żałować tego całe życie. Tak właśnie działa wojna, nigdy nie
wiesz kiedy widzisz kogoś po raz ostatni. To męczące i okropne,
ale sprawia, że bardziej doceniasz pewne rzeczy, dzięki temu
nauczyłem się cieszyć każdym momentem.
Mam
nadzieję, że następnym razem kiedy spotkam przyjaciół zobaczę,
że Yeom i Jae też to zauważyli.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`
Rozdział mi się nie podoba, ale mam nadzieję, że nie zepsułam go aż tak.
Proszę o komentarze, bo nie wiem czy piszę dla kogoś czy nikt tego nie czyta.